Dopiero po powiadomieniu służb szwedzkich, Przemysław L. został ujęty, a proces prawny w Polsce zaczął się rozwijać. „Rzeczpospolita" zbadała, jak postępowało dochodzenie.
Kiedy zauważamy dziecko, które jest przygnębione, unika towarzystwa, dystansuje się od relacji z innymi, dobrze jest zapytać, co się stało, czy zdarzyło się coś, o czym chciałoby opowiedzieć – sugeruje prof. Maria Beisert
Grażyna Zawadka
Z niniejszego artykułu zrozumiesz:
- Dlaczego pomimo zgłoszenia czynu karalnego, w początkowej fazie dochodzenia Przemysław L. został wypuszczony z aresztu?
- W jaki sposób interwencja obcych organów pomogła w ujęciu i skazaniu oskarżonych?
- Kim byli sprawcy aktów pedofilskich z Kłodzka?
Afera pedofilska w Kłodzku to jedna z najbardziej obrzydliwych spraw ostatnich lat. Szokująca, ponieważ w trwającym dwanaście lat procederze piekło zaserwowali własnym dzieciom z pozoru „zwyczajni” ludzie – para niepochodząca ze środowisk zmarginalizowanych. Młodzi i schludni. On z profesji mechanik samochodowy, ona zatrudniona w lokalnych instytucjach i jeszcze do niedawna działaczka Platformy Obywatelskiej. Ojciec okazał się zboczeńcem, który za zgodą małżonki, dopuszczał się gwałtu na pasierbicy i innych dzieciach, popełniając czyny kazirodcze. Dramat w rodzinie trwał od roku 2011 do 2022. Sprawa ujrzała światło dzienne dopiero po wielu latach, i mimo że polscy funkcjonariusze wykonali ogrom pracy, to na początku sytuacja wyglądała niepomyślnie.
Reklama Reklama
Zgodnie z doniesieniami „Rzeczpospolitej” śledztwo weszło na wysokie obroty dzięki spostrzegawczości służb szwedzkich. Najpierw nastąpiło zawiadomienie o przestępstwie w kraju i przesłuchanie poszkodowanej przed obliczem sądu. Sprawca został zwolniony po dwóch dobach, ponieważ ekspert podważał wiarygodność ofiary. Dopiero raport dotyczący tej samej osoby złożony służbom w Szwecji wywołał energiczne działania.
Rodzinna tragedia rozgrywała się od 2011 do 2022 roku. Sprawa została odkryta dopiero po latach, i chociaż polscy śledczy włożyli w nią mnóstwo pracy, to na początku wszystko potoczyło się źle.
W marcu bieżącego roku Przemysław L. usłyszał wyrok 25 lat pozbawienia wolności, a Kamila W. (wcześniej również L. – obecnie w trakcie rozwodu) 6,5 roku.
Orzeczenia są nieprawomocne, prokuratura oczekuje na pisemne uzasadnienie, i jest bardzo prawdopodobne, że złoży odwołanie w sprawie Kamili W., ponieważ nałożona kara drastycznie różni się od tej, której domagał się prokurator. – Prokurator wnioskował dla oskarżonej o 18 lat pozbawienia wolności – wyznaje prok. Mariusz Pindera, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.
Przemysławowi L. postawiono 26 zarzutów, skrzywdzenie 9 ofiar – w Polsce i w Szwecji. W tym jego pasierbicy – córki Kamili W. z pierwszego związku oraz innych nieletnich (wspólnie posiadali troje dzieci). Gdy mężczyzna dokonywał gwałtów i zmuszał do tak zwanych innych czynności seksualnych, jego żona – według prokuratury i sądu – nie reagowała. Nawet wówczas, kiedy jej nastoletnia córka próbowała popełnić samobójstwo. Kamili W. przedstawiono 8 zarzutów – współudziału, co sprowadzało się do braku pomocy osobom pokrzywdzonym, oraz znęcania się nad zwierzętami, za czym kryła się zoofilia.
Prawo karne Zapadł wyrok w bulwersującej sprawie pary pedofilów. Gwałcili własne dzieci
Sąd Okręgowy w Świdnicy ogłosił wyrok w sprawie pary pedofilów z Kłodzka. Orzekł karę 20 lat pozbawienia wolności dla 28-letniego Sebastiana J., a jego 22-…
Po opuszczeniu aresztu Przemysław L. zaczął kontaktować się z ofiarami i namawiać je do zachowania milczenia
Jaki był ciąg zdarzeń? 1 stycznia 2023 roku zawiadomienie o gwałcie złożyła matka jednej z ofiar (na stałe przebywającej w Szwecji), następnego dnia wszczęto śledztwo.
– Zrealizowano czynności przesłuchania pokrzywdzonej przez sąd, uzyskano ekspertyzę psychologiczną oraz dokonano rewizji w miejscu zamieszkania sprawcy. Został on aresztowany, ale dowody zgromadzone wówczas w ciągu 48 godzin po wykonaniu pierwszych czynności nie były wystarczające do postawienia zarzutów – informuje nas prok. Mariusz Pindera.
Przemysław L. po upływie 48 godzin opuścił więc areszt. Zaważyło to, że biegły miał wątpliwości co do rzetelności pokrzywdzonej – wynika z informacji „Rz”.
Niedługo potem L. wyjechał do Szwecji. Przebywała tam ta sama ofiara i ponownie zgłosiła przestępstwo – ale już do szwedzkich organów ścigania. Tam reakcja była bezzwłoczna – 25 stycznia 2023 roku sprawca został ujęty, dwa dni później szwedzki sąd go aresztował. A tamtejsza prokuratura zwróciła się do polskiej z zapytaniami o sprawę.
Przestępczość Afera w Kłodzku. Ekspertka: Media i politycy narażają skrzywdzonych na dodatkowe cierpienie
Upolitycznienie afery w Kłodzku naraża ofiary wykorzystywania na wtórną wiktymizację. – Najpierw doszło do ogromnej krzywdy ze strony najbliższych,…
– W tym czasie uzyskano już wstępne dane z nagrań zapisanych na nośnikach cyfrowych zabezpieczonych u sprawcy i przeprowadzono analizę zarejestrowanych tam filmów. Materiał ten umożliwiał już postawienie pierwszych zarzutów podejrzanemu, w związku z czym podjęto kroki w celu powołania wspólnego zespołu śledczego z organami ścigania w Szwecji – mówi prok. Pindera.
Gdyby nie szybka interwencja szwedzkich służb, bieg wydarzeń mógłby być inny. Dlaczego? Po zwolnieniu z polskiego aresztu, Przemysław L. nie tracił czasu – skontaktował się z dwiema ofiarami w Polsce, które krzywdził, aby je „odwieść” od rozmów z śledczymi – wówczas polska prokuratura o tych osobach jeszcze nie wiedziała, te fakty ustalono później. – Za namawianie do składania fałszywych zeznań, podejrzany usłyszał zarzuty – potwierdza nam prok. Pindera.
Obawa utrudniania śledztwa była jednym z argumentów przemawiających za kontynuowaniem aresztu. Zatrzymanie w Szwecji uniemożliwiło L. przekonywanie do milczenia następnych ofiar.
Tymczasem 16 stycznia, gdy Przemysław L. był na wolności, biegłemu udało się złamać kody dostępu do przenośnego sejfu z jego mieszkania. – Znajdowały się tam pendrive’y, karty pamięci, dyski o dużej pojemności. Wstępne oględziny pokazały, z kim mamy do czynienia – wskazuje jedno z naszych źródeł.
Zdecydowano, że będzie prowadzone jedno śledztwo – w Polsce; od prokuratury w Kłodzku przejęła je Prokuratura Okręgowa w Świdnicy, a w kwietniu 2023 roku powstał wspólny zespół śledczy, tzw. JIT. Pięć miesięcy później L. został wydany Polsce.
Śledczy zaczęli odkrywać detale obrzydliwego procederu. Proces odbywał się za zamkniętymi drzwiami. Wiadomo, że mężczyzna odurzał ofiary eterem, podawał alkohol, dokonywał gwałtów i zmuszał do tak zwanych innych czynności seksualnych – robił to w Polsce i w Szwecji, gdzie wyjeżdżał do pracy i gdzie przebywała również jego rodzina. Mieszkanie małżonków miało być wyposażone w kamery, urządzenia podsłuchowe, co zapewniało sprawcy pełną kontrolę – osaczone dzieci nie miały możliwości wykonania żadnego ruchu bez wiedzy ojca. Matka nie udzieliła im pomocy.
Kamila W. miała odrębny proces. Twierdziła, że także jest ofiarą męża. Faktycznie, w odniesieniu do jednego zarzutu ma status osoby poszkodowanej, więc nie mogła być sądzona razem z mężem. Tyle że według informacji „Rz”, jej „pokrzywdzenie” miało polegać na tym, że została potajemnie nagrana ukrytą kamerą.
Śledczy i sąd potwierdzili, że dopuszczała się zoofilii, co również utrwalano na filmach.
Prawo karne Antypedofilska akcja służb. Wśród zatrzymanych osoby zaufania publicznego
98 osób w wieku od 22 do 78 lat zostało zatrzymanych przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Zwalczania Cyberprzestępczości w operacji „FEVER” skierowanej w przest…
Dwie odsłony Kamili W.: wzorowa matka czwórki dzieci, pracownica lokalnych urzędów, jednocześnie podejrzana o zoofilię
Kamila W. była aktywną działaczką PO na Dolnym Śląsku, a nawet wiceprzewodniczącą koła tej partii w Kłodzku (w latach 2017-2021). Od połowy 2023 roku miała postawione zarzuty karne, co nie powstrzymało jej od angażowania się w działalność partii – w kampanii przed wyborami parlamentarnymi pokazywała się na fotografiach z wpływowymi politykami PO.
Po wybuchu afery, Maciej Awiżeń, przewodniczący KO w powiecie kłodzkim odcina się od niej – w oświadczeniu informuje, że od dwóch lat nie jest ona członkiem struktur partii. W oświadczeniu znajduje się wzmianka o tym, że „głośna sprawa” dotyczy „osoby prywatnej”, a łączenie „organizacji” z „uczynkami będącymi przedmiotem postępowań karnych jest pozbawione podstaw faktycznych”. Nie ma słowa o tym, jakie przestępstwo zostało popełnione i że ofiarami są dzieci.
Kamila W. pracowała w kłodzkim Starostwie Powiatowym oraz w Urzędzie Miasta. „Wskazana osoba była zatrudniona w Starostwie Powiatowym w Kłodzku, w okresie od 21 października 2019 roku do 31 grudnia 2021 roku na stanowisku referenta ds. użytkowania wieczystego. Stosunek pracy został zakończony wraz z upływem okresu, na który zawarto umowę o pracę na czas określony” – odpowiada nam Bogusława Przybyłowicz, rzeczniczka Starostwa. Czy planowano zatrudnić W. na stałe? – Wraz z wygaśnięciem umowy sprawa została zamknięta – dodaje rzeczniczka.
Odpowiedzi z Urzędu Miasta nie otrzymaliśmy. Kiedy stawiano jej zarzuty, w protokole zapisano, że jest „bezrobotna”.
Prokuratura analizowała motywy sprawców. – W tym zakresie zasięgnięto w sprawie opinii ekspertów z zakresu psychiatrii, psychologii i seksuologii, jednak treści i wniosków nie mogę ujawnić – mówi nam prok. Mariusz Pindera.
Społeczeństwo "Najmłodsze skrzywdzone dziecko miało rok"
Państwowa Komisja ds. pedofilii przedstawiła pierwszy raport ze swoich działań. Od początku swojej aktywności rozpatrzyła 349 spraw, do prokuratury skie…
Prof. Beisert: W Polsce przyjęło się przekonanie, że to, co dzieje się w rodzinie, nie powinno być kontrolowane przez otoczenie
Ta historia wywołuje wstrząs w wielu aspektach. Czy w małym Kłodzku naprawdę nikt nie był świadomy potworności w domu państwa L.?
Prof. Maria Beisert, prawnik, psycholog i seksuolog, profesor Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Seksuologicznego, zauważa: – Długotrwałość wykorzystywania dziecka w kazirodztwie jest niestety zjawiskiem powszechnym. Nie możemy zakładać, że kazirodztwo zostanie ujawnione szybko i skutecznie.
Prof. Beisert podkreśla, że wpływają na to trzy rodzaje czynników. I wymienia: – Pierwszy jest związany z ograniczonym dostępem do wewnątrzrodzinnej patologii, ponieważ funkcjonujemy w kraju, w którym panuje zasada, że to, co dzieje się w rodzinie, nie powinno podlegać kontroli ze strony osób z zewnątrz. Po drugie, w rodzinie kazirodczej istnieją mechanizmy homeostazy, które powodują, że sprawca i inni dorośli czerpią wtórne korzyści wynikające z istnienia przemocy. Kiedy sprawca uwalnia swoje napięcia i zaspokaja potrzeby seksualne w sposób patologiczny, to reszta rodziny unika pewnych konfliktów i napięć. Patologia pełni zatem tutaj funkcje regulujące życie rodzinne. To bardzo trudne do zrozumienia, ale badania i praktyka kliniczna z rodzinami kazirodczymi, potwierdzają ten sposób myślenia.
Jej zdaniem trzecim czynnikiem jest iluzoryczność polskiego systemu ochrony dzieci. – Mówię to jako badaczka i klinicystka. Istnieje tendencja do ignorowania opinii ekspertów, do umarzania spraw i promowania wygodnego wniosku, że problem nie istnieje. A matki, które decydują się walczyć o ochronę dzieci, na poziomie systemowym od razu są zniechęcane i uciszane – mówi.
Prawo karne Co ze sprawą kompozytora oskarżonego o pedofilię? Zaskakująca decyzja sądu
Po niemal dwuletnim procesie w sprawie oskarżonego o pedofilię muzyka Krzysztofa S. sąd zmienił kwalifikację prawną czynów muzyka i umorzył postępo…
W sprawie z Kłodzka przerażający jest brak reakcji matki na krzywdzenie jej własnych dzieci i zgoda na brutalną przemoc. Z czego to wynika?
– Wpływ na to mają pewne indywidualne cechy, na przykład bezradność matki, powielanie wzorców z rodziny pochodzenia, zależność od mężczyzny, który stwarza ryzyko kazirodztwa. Skutkuje to brakiem zdolności matki do ochrony dzieci. Dziecko zostaje bez pomocy i ochrony i często jest zmuszane do spotkań ze sprawcą. Natomiast po stronie mężczyzn ryzyko kazirodztwa wiąże się zarówno z jego patologią seksualną – na przykład z pedofilią, ale też z wzorcami wyniesionymi z rodziny i z zaburzeniami osobowościowymi, na przykład z osobowością dyssocjalną – wyjaśnia nam prof. Beisert.
Czy jednak ktoś z zewnątrz – szkoła, sąsiedzi – jest w stanie dostrzec, że dziecko doświadcza krzywdy? – Symptomy bywają zauważalne. To przygnębienie, smutek, zaniedbanie, niechęć do chodzenia do szkoły, unikanie niektórych dorosłych, kradzieże, ucieczki z domu, próby samobójcze. Są również inne objawy, tak zwane nieoczywiste. Potrzebna jest specjalistyczna wiedza, aby je zinterpretować. Ale nawet od 20 do 40 procent przypadków – to są tak zwane wykorzystania asymptomatyczne, czyli niewywołujące żadnych zewnętrznych objawów – tłumaczy ekspertka.
Po stronie mężczyzn ryzyko kazirodztwa jest związane zarówno z jego patologią seksualną – na przykład z pedofilią, ale też z wzorcami wyniesionymi z rodziny i z zaburzeniami osobowościowymi, na przykład z osobowością dyssocjalną
I wyjaśnia, że sprawcy umiejętnie zastraszają dzieci, dostosowując metody do wieku dziecka i jego sytuacji rodzinnej. Mogą to być groźby oddania dziecka do rodziny zastępczej, umieszczenia w zakładzie poprawczym. Może to być obwinianie, zrzucanie na niego odpowiedzialności za wykorzystanie, wskazywanie na negatywne konsekwencje, które spotkają rodziców.
– Kiedyś w sądzie adwokat ojca zapytał chłopca, dlaczego wcześniej nie powiedział, że jest krzywdzony przez ojca. Chłopiec odpowiedział, że „tato zagroził, że jeśli coś powiem, to w parku za blokowiskiem przywiąże mnie i siostrę do drzewa, przyjdą wilki i nas zjedzą”. Adwokat zarzucił chłopcu, że jest duży i powinien wiedzieć, że w parku nie ma wilków. A chłopiec miał 6 lat i był święcie przekonany, że spotka go to, co tato zapowiedział – opowiada prof. Beisert.
Gdy dostrzegamy dziecko, które jest przygnębione, izoluje się, wycofuje z kontaktów z innymi, warto zapytać, czy coś mu się stało, czy zdarzyło się coś, o czym chciałoby porozmawiać. Nawet nastoletnie dzieci wymagają pomocy
Dlaczego nawet w przypadku podejrzeń, że w rodzinie dzieje się coś złego, otoczenie nie reaguje? – Ponieważ kontakt z tego rodzaju patologią działa destrukcyjnie. Dlatego otoczenie woli unikać konfrontacji, a organy ścigania, policja, sądy często preferują umorzyć sprawę, niż narażać się na kontakt z trudnymi do zniesienia zdarzeniami i cechami sprawców – tłumaczy seksuolożka.
Prof. Beisert dodaje, że sąsiedzi obawiają się również problemów w postaci wizyt w sądzie, składania zeznań, wyśmiewania w razie niepotwierdzenia zarzutów, nękania przez rodzinę sprawcy. – W związku z tym „donosiciel” może zostać ukarany surowiej niż sprawca. Kiedy zamierzamy interweniować, musimy być przygotowani na poniesienie pewnych kosztów, ale warto je ponosić, ponieważ chronimy dzieci – podkreśla.
Z moich obserwacji wynika, że jeśli osoby z głębokimi zaburzeniami wykorzystują dzieci lub zwierzęta do tworzenia pornografii i utrwalają to na nagraniach, to zazwyczaj nie działają same, ale w grupach, które niestety są chronione przez wpływowe osoby dorosłe
Jak wesprzeć dziecko? – Kiedy dostrzegamy dziecko, które jest przygnębione, izoluje się, wycofuje z kontaktów z innymi, warto zapytać, czy coś mu się stało, czy zdarzyło się coś, o czym chciałoby porozmawiać. Nawet nastoletnie dzieci potrzebują pomocy – kiedy chcą zgłosić krzywdę na policji, bo boją się, że usłyszą: „a czy jest z tobą dorosły”? Znam przypadek 15-latki, która była wykorzystywana i chciała pójść na policję zgłosić przestępstwo, ale obawiała się wyśmiania i oskarżenia o kłamstwo. Na szczęście poprosiła matkę koleżanki, aby jej towarzyszyła – opowiada nasza rozmówczyni.
Policja wciąż bada, czy Przemysław L. publikował dziecięcą pornografię w internecie
Według Onetu przy zatrzymanym w Szwecji Przemysławie L. policja zabezpieczyła nośnik danych zawierający 600 GB filmów z pedofilią – nagrania z jego dziećmi i pasierbicą, które miał rozpowszechniać w darknecie i sprzedawać. Prokuratura nie potwierdza tych doniesień. – Postawiono mu zarzut tworzenia treści pornograficznych i ich posiadania, ale nie rozpowszechniania – informuje nas prok. Pindera.
46
Tyle postępowań w sprawie kazirodztwa zostało wszczętych w Polsce w 2010 roku
Możliwe jednak, że szwedzkie służby natrafią na takie ślady. Obecnie analizują internet – osoby dopuszczające się pedofilii, działające na zamkniętych forach w darknecie, nie działają w pojedynkę, muszą utrzymywać kontakty, aby móc się tam dostać.
– Z moich obserwacji wynika, że jeśli osoby z głębokimi zaburzeniami wykorzystują dzieci lub zwierzęta do tworzenia pornografii i utrwalają to na nagraniach, to zazwyczaj nie działają same, ale w grupach, które niestety są chronione przez wpływowe osoby dorosłe – podkreśla prof. Maria Beisert.
Zwraca uwagę na jeszcze jeden aspekt: – Osoba, która wykorzystuje zwierzęta, ma tendencję do znęcania się nad słabszymi. I wówczas pojawia się pytanie, czy tylko nad zwierzętami, czy również nad dziećmi.
Policja każdego roku wykrywa od kilkunastu do kilkudziesięciu przestępstw związanych z kazirodztwem. Na przykład w 2023 roku stwierdzono 11 takich czynów, rok wcześniej – 10. Co znamienne, śledztw w takich sprawach jest znacznie więcej – w 2022 roku wszczęto 23 takie śledztwa, a w 2023 roku już 30. Pod tym względem rekordowy był rok 2010 – wszczęto 46 postępowań, a potwierdzono aż 135 przestępstw. Sprawcy mieli na koncie po kilka czynów.
