— Część krajów w UE ma interes w tym, żeby system ETS był możliwie jak najbardziej rygorystyczny — oznajmia wiceminister klimatu, Krzysztof Bolesta, w rozmowie z Business Insider Polska. Zapewnia on, że Polska, która odczuwa ETS najbardziej w Unii, nie jest jednak w beznadziejnym położeniu w tej kwestii. Prezentuje też listę żądań Warszawy w związku z planowaną na lipiec aktualizacją systemu.
![Przegląd EU ETS w Unii. Wiceszef resortu klimatu ujawnia polskie żądania [ROZMOWA] 3 Krzysztof Bolesta, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska. Bolesta jest w zespole, który odpowiada za negocjacje ws. ETS w Brukseli](/wp-content/uploads/2026/04/2b59ff409df0af14a6650c03ee88a32b.jpg)
Sonia Sobczyk-Grygiel, reporterka Business Insider Polska: Czy efekt marcowej Rady Europejskiej, jeśli chodzi o nowelizację ETS, jest zadowalający dla Polski?
Krzysztof Bolesta, sekretarz stanu w Ministerstwie Klimatu i Środowiska: Nasze żądania są częściowo realizowane, na przykład poprzez obietnice przedłużenia bezpłatnych uprawnień dla przemysłu.
Rozumiemy to jako pierwszy krok w kierunku zachowania darmowych uprawnień dla branż podlegających opłacie węglowej CBAM (Mechanizm Granicznego Dostosowania Cen w oparciu o emisję CO2). Nie jesteśmy jeszcze pewni, czy uda się nam to przeforsować, ale sugeruje to informacja przekazana po Radzie, że bezpłatne uprawnienia będą dostępne również po 2034 r. Będziemy nieustannie przekonywać, że tak powinno być. Tymczasem — zgodnie z obecnym stanem prawnym — w 2034 r. Komisja Europejska ma zaprzestać przyznawania bezpłatnych uprawnień właśnie branżom objętym CBAM.
Naprzeciw naszym nadziejom wyszła również obietnica szefowej KE odnośnie do nowelizacji rozporządzenia MSR, czyli rezerwy stabilizacyjnej rynku.
Obecnie to narzędzie służy do kontrolowania poziomu cen zezwoleń na emisję. Jednak — z uwagi na to, że zostało zaprojektowane „z założeniem” — dba wyłącznie o to, by cena ta nie była za niska. Zgodnie z zapowiedziami KE, reforma MSR (rezerwa stabilności rynkowej) ma natomiast sprawić, że rezerwa ta będzie chronić rynek handlu uprawnieniami zarówno przed nadmiernymi spadkami, jak i zwyżkami cen.
Co przyniesie zmiana w sprawie rezerwy zezwoleń na emisję?
Jak — z perspektywy polskich aspiracji — ocenia pan więc ogłoszony przed Wielkanocą komunikat KE w sprawie zmiany MSR?
Odstąpienie od automatycznego umarzania uprawnień i zachowanie ich jako rezerwy będzie stabilizować rynek. Te początkowe propozycje wprawdzie nie spełniają w pełni naszych oczekiwań, ale postrzegamy je jako krok we właściwym kierunku. Oczekujemy, że znacznie poważniejsze modyfikacje, również w MSR, zostaną zaproponowane w lipcu, przy okazji „dużej” aktualizacji systemu handlu emisjami. Spodziewamy się, że zwiększą one elastyczność MSR jako instrumentu reagującego na nagłe zakłócenia rynkowe, ustabilizują ceny uprawnień, a w konsekwencji zagwarantują większą przewidywalność planowania dla przemysłu i będą lepiej zabezpieczać konkurencyjność sektorów energochłonnych.
![Przegląd EU ETS w Unii. Wiceszef resortu klimatu ujawnia polskie żądania [ROZMOWA] 4 Polska gospodarka ponosi wysokie koszty działania systemu ETS](/wp-content/uploads/2026/04/9c5a5483d12e3d84100abdfa389fdd96.jpg)
A jak rozumie pan słowa rzecznika Komisji, Olofa Gilla, że propozycja dotycząca MSR ma charakter krótkoterminowy i ma umożliwić przygotowanie Unii na najgorszy ewentualny scenariusz w związku z kryzysem na Bliskim Wschodzie?
Uważam, że powiązanie tej korekty MSR z kryzysem na Bliskim Wschodzie jest niewielkie. Propozycja KE to pierwszy krok w stronę ulepszenia mechanizmu kontroli ceny uprawnień. Komisja zaproponowała na tym etapie drobną korektę, która w praktyce oznacza zachowanie większej puli uprawnień w obiegu. Jeśli proces legislacyjny nie zakończy się do grudnia 2026 r., to część zezwoleń zniknie z rynku. To miałoby naturalnie wpływ na cenę. Moim zdaniem, to jest główny powód podzielenia zmian w MSR na dwa etapy. Teraz niezbędna korekta na szybko, a za trzy miesiące pozostałe zmiany.
Wróćmy do marcowej Rady Europejskiej. W liście do unijnych liderów, wystosowanym tuż przed tym szczytem, Ursula von der Leyen zapowiedziała także nowelizację tzw. benchmarków (wskaźników referencyjnych dla systemu handlu uprawnieniami do emisji). Stanowią one podstawę do przyznawania poszczególnym zakładom bezpłatnych uprawnień. Czego oczekujecie w tej sprawie?
Wnioskujemy, by — zgodnie z oczekiwaniami przemysłu — te benchmarki były bardziej adekwatne do rzeczywistości.
Naszym zamiarem jest to, by zaplanowana na ten rok weryfikacja benchmarków nie spowodowała nagłego zmniejszenia liczby darmowych uprawnień, aby nie ograniczać zdolności przemysłu do inwestycji w kierunku neutralności emisyjnej. Gdyby trzymać się dotychczasowych postanowień, wiele sektorów przemysłu zostałoby poważnie dotkniętych.
Po Radzie szefowa KE zapowiedziała również nowy instrument — tzw. akcelerator inwestycyjny przeznaczony głównie dla państw o niższym PKB. Jak to państwo oceniają?
Nie znamy szczegółów w tej kwestii, poza tym, że narzędzie to ma uwzględniać specyfikę poszczególnych państw. Czekamy zatem na konkrety. Będziemy dbać o to, by Polska realnie skorzystała na tej propozycji.
Na ile zatem to, co wynika z Rady Europejskiej, jest satysfakcjonujące dla Polski?
Rada Europejska zobligowała Komisję do zreformowania ETS. Zadania wyznaczone dla Komisji są zgodne z naszymi postulatami. Teraz musimy dopilnować, by te szczegółowe rozwiązania, które Komisja będzie proponować, były dla nas korzystne. W konkluzjach ze szczytu mamy zapis o kontroli działań Komisji na spotkaniu Rady Europejskiej w czerwcu 2026 r.
Po posiedzeniu Rady premier Tusk był bardzo usatysfakcjonowany. Czy to nie osłabiło polskiej pozycji negocjacyjnej w sprawie reformy ETS?
Rezultat Rady był dla nas niezwykle cenny. KE stanowczo zadeklarowała, że wystąpi z inicjatywą zawierającą elementy dogłębnej reformy systemu ETS. A nie ma innej możliwości zmiany systemu niż właśnie inicjatywa Komisji. To był zatem sukces.
Premier, mówiąc potocznie, dostarczył swoją część. Teraz my — jako Ministerstwo Klimatu i Środowiska — jak również inne współpracujące z nami resorty, na przykład energii, musimy dopilnować, by detale tego, co zrobi KE, były zgodne z polskimi oczekiwaniami.
Polskie żądania w sprawie zmian w ETS
Czego konkretnie Polska oczekuje więc w sprawie aktualizacji dyrektywy ETS?
Chcemy, aby przemysł mógł dłużej otrzymywać bezpłatne uprawnienia.
Kolejny nasz postulat dotyczy uwzględnienia specyfiki produkcji na potrzeby związane z obronnością — chodzi między innymi o sektor chemiczny, producentów stali oraz cementu.
Oczekujemy także spowolnienia narzuconego tempa redukcji liczby uprawnień w systemie ETS. W praktyce oznaczać to będzie większą ich dostępność i niższą cenę.
Bardzo istotne jest dla nas także utrzymanie Funduszu Modernizacyjnego. To instrument inwestycyjny w ramach ETS zaprojektowany dla mniej zamożnych państw, z którego jeszcze przez pewien czas powinniśmy móc korzystać. Według obecnych planów Fundusz ma funkcjonować tylko do 2030 r. Finansujemy z niego wiele ważnych inicjatyw wspierających dekarbonizację, między innymi programy redukcji emisji w ciepłownictwie, w tym nowo ogłoszone programy ocieplenia szkół i szpitali, czy wsparcia dla przydomowych magazynów energii. To narzędzie okazało się efektywne — od 2020 r. uzyskaliśmy już 53,5 mld zł na inwestycje między innymi w oszczędność energii czy rozbudowę sieci.
Domagamy się również zachowania korzystnych warunków dla ciepłownictwa systemowego. Obecnie te instalacje mogą otrzymać dodatkowe 30 proc. bezpłatnych uprawnień w zamian za przedstawienie planu inwestycyjnego. Ten mechanizm jest efektywny, dlatego wnioskujemy o jego zachowanie.
Będziemy wreszcie postulować wprowadzenie ograniczeń dla potencjalnego spekulowania uprawnieniami przez instytucje finansowe.
A także uwzględnienie kredytów międzynarodowych w systemie ETS. Rada UE ustaliła to pod koniec ubiegłego roku, wraz z celem klimatycznym na 2040 r. Chodzi o to, że na przykład huta stali za wyemitowanie jednej tony CO2 musi rozliczyć jedno uprawnienie. Aktualnie w systemie ETS uprawnienia na rynek wprowadzają Komisja Europejska lub państwa członkowskie. Naszym celem jest to, by redukcje, które firmy osiągają poza UE — np. w Ukrainie — również mogły — mówiąc prościej — służyć do rozliczania obowiązku w ETS. Takie rozwiązanie byłoby dla nich tańsze.
A co z ETS2?
Aktualizacja dyrektywy ETS to również powrót do dyskusji o ETS2, bo to ta sama dyrektywa. Przesunęliśmy już wejście ETS2 o rok. W tej chwili domagamy się dalszego opóźnienia wprowadzenia tego rozwiązania w życie. Wnioskujemy, by do 2030 r. państwa Unii miały swobodę wyboru w tej kwestii.
Jak realizacja tych postulatów przełożyłaby się na korzyści dla obywateli?
Kluczowe znaczenie ma utrzymanie przemysłu, a — co za tym idzie — miejsc pracy w Polsce.
Jeśli chodzi o rachunki, największe korzyści odnieśliby mieszkańcy korzystający z ciepła systemowego. Zmniejszyłyby się również rachunki za prąd, ponieważ niższe ceny pozwoleń oznaczają mniejszy ich wpływ na koszt energii elektrycznej.
A jaki jest harmonogram, jeśli chodzi o to, co nas teraz czeka w sprawie aktualizacji ETS?
Aktualizacja MSR już jest procedowana. W kwietniu powinniśmy ujrzeć propozycje benchmarków dla przemysłu. Komisja ma przedstawić kompleksowy projekt aktualizacji dyrektywy ETS w lipcu. Oznacza to, że możliwość wpływania na kształt zmian jest dla nas otwarta do początku czerwca, ponieważ wtedy zakończą się prace wewnątrz Komisji. Mamy więc niecałe dwa miesiące na to, by do naszych ambitnych pomysłów przekonać innych.
Czy w UE znajdzie się większość dla poważniejszych zmian w systemie?
Biorąc jednak pod uwagę rozkład sił w UE — czy cokolwiek więcej ponad to, co zadeklarowała Ursula von der Leyen przy okazji ostatniej Rady Europejskiej, uda się Polsce osiągnąć?
Bardzo konsekwentnie budujemy grupę państw podzielających nasze przekonanie o potrzebie gruntownej reformy ETS. Reprezentuje ona już więcej głosów, niż potrzeba do uzyskania mniejszości blokującej.
W tej grupie są między innymi Włochy, Czechy, Słowacja, Węgry, Bułgaria, Rumunia czy — od niedawna — Austria.
Z taką siłą zarówno KE, jak i pozostałe państwa członkowskie muszą się liczyć. Oznacza to zaś, że trzeba będzie wypracować kompromis. Być może więc nie uda nam się zrealizować naszych postulatów w 100 proc., ale z pewnością nie ma powodu, by się poddawać.
Na koniec zapytam, czy ETS — pańskim zdaniem — się sprawdził, czy nie jest to jednak zbyt surowe narzędzie redukcji emisji w tak niestabilnych czasach?
W tym systemie bardzo wyraźnie widać, że perspektywa zależy od punktu, w którym się znajdujemy. Jesteśmy po całkowicie przeciwnej stronie niż Francuzi, Szwedzi czy Hiszpanie. Te państwa już na starcie systemu — w 2005 r. — miały stosunkowo niskoemisyjny miks energetyczny albo niewiele przemysłu. Zatem w europejskiej grze o przyszłość ETS w ich interesie jest, by system ten był jak najbardziej restrykcyjny — ponieważ to buduje ich przewagę konkurencyjną wewnątrz Wspólnoty.
Czyli dzięki ETS mają przewagę w rywalizacji np. z nami?
Zasadniczo rozmowa w UE nie polega na tym, by troszczyć się o każdego indywidualnie w odniesieniu do każdej regulacji. Unia to bardzo często gra interesów.
Naszym celem jest więc forsowanie naszych interesów. W przypadku ETS jesteśmy dotknięci tym mechanizmem najbardziej w UE, więc musimy intensywniej walczyć. Nie jesteśmy jednak na przegranej pozycji — dysponujemy historycznie wysokimi środkami na transformację i trzeba zapewnić ich odpowiednie wykorzystanie. Jeśli to zrobimy, to za kilka lat możemy niektóre z tych państw (naszych konkurentów) prześcignąć. Wyścig o to, kto w danym momencie jest najbardziej konkurencyjny, będzie trwał. Obecnie Polska jest 20. gospodarką świata, Hiszpania jest w naszym zasięgu — musimy tylko mądrze ją doganiać.
ETS się więc sprawdził czy nie?
Jako narzędzie redukcji sprawdził się.
Obecnie mamy jednak inne priorytety — bezpieczeństwo i konkurencyjność. Zatem system ETS wymaga aktualizacji — aby przetrwać, musi się zmienić.
W Polsce — na przykładzie elektroenergetyki — widać, że pomimo bardzo szybkiej transformacji i sprawnej rozbudowy niskoemisyjnych źródeł, wciąż kilka dużych węglowych jednostek często dyktuje cenę na rynku. Te jednostki mają akurat istotny koszt emisji. Musimy więc dążyć do takiej korekty ETS, która w większym stopniu niż obecna formuła uwzględni polską specyfikę.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
