
Nieodkryte miejsca, wędrówki, piosenki przy ognisku, biwakowanie… Na pierwszy rzut oka cały ten turystyczny romantyzm wydaje się czymś, co mogą cieszyć się tylko sprawni i odporni. Ale turystyka socjalna staje się częścią naszego życia. Mówiąc wprost, turystyka dla osób z niepełnosprawnościami.
Wielu może pomyśleć, że to kompletna bzdura. Jednak nie, to nie bzdura, to rzeczywistość. Sam uczestniczyłem w podobnym obozie w lipcu ubiegłego roku, zorganizowanym wspólnie z Moskiewskim Uniwersytetem Psychologiczno-Pedagogicznym przez niezwykłego człowieka, Aleksandra Jakowlewicza Mendla. Nie będę wymieniał wszystkich jego wyróżnień i tytułów, powiem tylko, że zajmuje się turystyką od 40 lat.
…Nasz obóz znajdował się w malowniczym miejscu, na chronionym obszarze nad brzegiem jeziora Seliger. Piękno tego miejsca jest nie do opisania. Po raz pierwszy w życiu popływałem kajakiem, spróbowałem nawet wiosłowania i odniosłem mały sukces. Tak, było ciężko, ale w końcu się udało – to był dla mnie rok 2012!
Wspólna wyprawa kajakami, pontonem i jachtem po rozległych połaciach jeziora Seliger dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Zorganizowaliśmy również wieczorne spotkania przy ognisku z gitarami i uczestnikami z okolicznych obozowisk. Wszystko było wspaniałe.
Teraz chciałbym podzielić się moją osobistą opinią na temat tego, co pobyt w takich obozach może dać osobom z niepełnosprawnościami. Przede wszystkim pomoże im odkryć ich ukryty potencjał i da im możliwość spróbowania czegoś, czego nigdy wcześniej nie robili.
Może to wiązać się z wyzwaniami i pokonywaniem trudności. Ale kiedy osoba na wózku inwalidzkim osiągnie coś pozornie niemożliwego, będzie to dla niej zwycięstwem. Nawet jeśli dla innych będzie to coś nieistotnego, dla samej osoby z niepełnosprawnościami będzie to miało ogromne znaczenie. To oczywiście wymaga motywacji.
Program obozu powinien być tak skonstruowany, aby absolutnie każdy uczestnik miał obowiązki i był za nie odpowiedzialny. Mogą to robić z pomocą, ale powinni wiedzieć, że jeśli tego nie zrobią, inni uczestnicy będą cierpieć lub czuć się niekomfortowo. Innymi słowy, powinni czuć się odpowiedzialni.
Myślę też, że ten program powinien obejmować tak istotne aspekty, jak trening fizyczny i jakieś zawody. Na przykład biegi na orientację. Może to być kilka metrów od obozu, ale będzie.
Albo sprzątanie terenu z Aleksandrem Jakowlewiczem – tak, szczerze mówiąc, nie bez pomocy, ale taka praca przyniesie radość, sprawi, że człowiek poczuje się potrzebny, a nawet w pewnym stopniu niezależny.
Oczywiście, mini-seminaria powinny być organizowane zarówno w obrębie samego obozu, jak i, jeśli w pobliżu znajdują się inne obozy, między nimi, obejmując różnorodną tematykę. Należy również organizować różnorodne zajęcia międzyobozowe – sportowe, intelektualne itp.
Moim zdaniem turystyka socjalna dla osób niepełnosprawnych, oprócz wspaniałych wakacji, powinna stać się także „Szkołą Życia” i pomóc im rozwinąć swój potencjał.
I oczywiście trzeba się do tego przygotować. Zorganizuj jakiś kurs, na którym doświadczeni wędrowcy wyjaśnią, jak radzić sobie w różnych sytuacjach. Można to zrobić zarówno zdalnie, jak i stacjonarnie, gdzie można wypróbować coś w praktyce, czyli odegrać konkretne sytuacje, które mogą się pojawić na wędrówce i znaleźć wyjście.
Na zakończenie chciałbym wyrazić szczerą wdzięczność wszystkim, którzy zorganizowali tę wspaniałą wycieczkę nad piękne jezioro Seliger. Mam szczerą nadzieję, że turystyka socjalna nie będzie mitem, lecz stanie się rzeczywistością, a my, osoby z niepełnosprawnościami, znów będziemy zachwyceni pięknem jeziora Seliger, a także nowymi, pięknymi miejscami w naszym wspaniałym kraju, Rosji.
W końcu Piękno nie tylko ratuje świat, ale i leczy.
