Poseł Płomiński: Izrael ma kontrolować Bliski Wschód, aby USA zdobyły 3 bln dolarów.

Amerykanie mają ideę na temat nowego rozkładu sił na Bliskim Wschodzie, gdzie Izrael będzie pełnił zasadniczą funkcję jako reprezentanttych interesów. Co więcej, Tel Awiw ma utrzymywać region pod kontrolą, umożliwiającStanom Zjednoczonym czerpanie korzyści z tej sytuacji w postaci znaczącychinwestycji sięgających 3 bln dolarów, które liderzy państw Zatoki Perskiej obiecaliTrumpowi w trakcie jego całej prezydentury – oznajmia Krzysztof Płomiński, były ambasador Polski w Arabii Saudyjskiej i Iraku.

Ambasador Płomiński: Izrael ma trzymać region w szachu, by USA zgarnęły 3 biliony dolarów

fot. Taylor Brandon / / Unsplash

Czyj to konflikt – Stanów Zjednoczonych, czy Izraela?

To konflikt zarówno Ameryki, jak i Izraela, lecz bardziej Izraela.

Dlaczego ów konflikt wybuchł właśnie teraz, biorąc pod uwagę, że kilka miesięcy wcześniej miało miejsce wspólne uderzenie USA i Państwa Żydowskiego na instalacje nuklearne w Iranie. Co miało wpływ na decyzje, by atak realizować właśnie teraz?

Aktualna sytuacja stanowi próbę sfinalizowania pewnego ciągu zdarzeń, które rozpoczęły się od terrorystycznego ataku Hamasu na Izrael, wojną w Gazie i późniejszymi działaniami Izraela, co doprowadziło do głębokiego zepchnięcia na margines oddziaływań, jakie Iran budował w regionie przez całe dekady. Te wpływy wynikały, z jednej strony, z wrogości w stosunku do USA i Izraela, a z drugiej strony, była to polityka mająca na celu utworzenie swego rodzaju obszaru buforowego, który chroniłby samą republikę islamską. Składową tego łańcucha wydarzeń były przeprowadzone przez Izrael i USA bombardowania Iranu w czerwcu zeszłego roku, które spowodowały, że w najbliższej przyszłości Teheran nie będzie dysponował bronią jądrową. Cały ten zespół działań: sankcje antyirańskie, naciski międzynarodowe, kłopoty wewnętrzne, brak jednolitej polityki rządu, inflacja, korupcja i różnego typu nadużycia, a zarazem nieskuteczne zarządzanie – stopniowo pogarszały położenie.

A dlaczego do agresji doszło akurat teraz?

W tym miejscu musimy poczynić pewne zastrzeżenie. Dla premiera Izraela Beniamina Netanjahu, z jednej strony, była to sprawa wiarygodności w kontekście tego, że od kilkunastu lat zapowiadał unicestwienie Iranu jako podstawowego wroga, państwa siejącego zamieszanie na całym obszarze. Natomiast dla prezydenta USA Donalda Trumpa była to afera Epsteina i problemy, które grożą przy wyborach częściowych utratą de facto większości w Kongresie i prawdopodobnym zapoczątkowaniem impeachmentu, przed czym Trump pragnie się ochronić. Prezydent USA udowodnił, że potrafi działać na całym świecie od Wenezueli, Kuby do być może dalekiej Azji. Premier Izraela ma w październiku wybory do Knesetu, które chce wygrać, by uniknąć wieloletniego więzienia. Stąd tak mocne nastawienie, by przejść do ofensywy, zniszczyć wrogie państwo, posuwając się do pierwszego w historii zamachu na urzędującego przywódcę obcego kraju, zatopienie irańskiego nieuzbrojonego okrętu powracającego z międzynarodowej gali w Indiach, czy także skala destrukcyjnych ataków, również na obiekty cywilne.

Polityka Trumpa to polityka transakcyjna. Uderzenie na Iran wyeliminowało w tym kraju program jądrowy, realizując dążenia Izraela. Jaki jest wobec tego cel Ameryki w tym konflikcie, przejęcie tamtejszych złóż ropy i odbudowa kraju, który zatrzymał się gospodarczo wiele dekad temu? Warto wspomnieć, że Iran to państwo z pokaźnymi rezerwami ropy i gazu, a równocześnie importer benzyny, a nawet gazu.

W aspekcie strategicznym chodzi o wykreowanie sytuacji, która będzie niekorzystna dla głównego oponenta USA, czyli Chin, które jeszcze przez długi czas będą zależne od ropy naftowej z państw Zatoki Perskiej transportowanej przez cieśninę Ormuz. Obecnie Chiny nie są w stanie przeciwdziałać planom amerykańskim w tym regionie.

Dla Stanów Zjednoczonych istotne jest również usunięcie państwa uparcie podważającego interesy amerykańskie w regionie. Za prezydentury Trumpa USA uświadomiły sobie swoje ograniczone możliwości, a także to, że we wszystkich rejonach świata nie mogą utrzymać dotychczasowej obecności. Zamierzając ograniczyć obecność na Bliskim Wschodzie, nie chcą dopuścić do wzmocnienia tam wpływów Chin i Rosji.

W tym obszarze Amerykanie mają plan na nowy układ sił, gdzie Izrael będzie pełnił kluczową rolę jako reprezentant tych interesów. Ponadto Tel Awiw ma trzymać w szachu cały region, pozwalając Stanom Zjednoczonym być beneficjentem tej sytuacji w postaci ogromnych inwestycji rzędu 3 bln dolarów, które przywódcy krajów Zatoki Perskiej obiecali Trumpowi w trakcie jego całej kadencji. To są także pokaźne zakupy uzbrojenia, tylko Arabia Saudyjska zamówiła sprzęt w USA o wartości 142 mld dolarów.

Tymczasem tydzień po rozpoczęciu wojny obserwujemy droższe paliwa na stacjach benzynowych, martwimy się o dostawy ropy naftowej z Arabii Saudyjskiej i LNG z Kataru w związku z blokadą cieśniny Ormuz. Dostawy ropy są zagrożone także z innych kierunków, Iran zagroził zbombardowaniem rurociągu naftowego Baku-Tbilisi-Ceyhan, który tłoczy azerską ropę na Morze Śródziemne i korzysta z tego surowca Izrael. Jakie następstwa gospodarcze dla Europy niesie ten konflikt?

Unia Europejska wykazywała małe zainteresowanie sytuacją na Bliskim Wschodzie, a niekiedy angażowała się w projekty, które okazały się nieudane, jak np. programy demokratyzacji poszczególnych państw. Bruksela niestety nie dostrzegała, jak bardzo jej interesy są związane z tym, co się dzieje w tym regionie, mimo tego, że Europa doświadczyła terroryzmu i zagrożeń bezpieczeństwa, a również problemu migracyjnego i przenoszenia napięć z Bliskiego Wschodu na politykę wewnętrzną poszczególnych państw.

Dotyczy to także problematyki energetycznej, gdyby istniały stabilne warunki w tym regionie, to z Kataru i Iranu poprowadzono by do Europy ogromne gazociągi, dzięki czemu Unia Europejska dokonałaby już dawno dywersyfikacji swojego zaopatrzenia. Tym samym nie byłaby uzależniona od Rosji.

Gdyby podejście Brukseli do regionu było odmienne, część środków finansowych, które zadeklarowali zainwestować w USA przywódcy bogatych krajów Zatoki, mogłyby wpłynąć do Europy. Odnosi się to również do europejskiego sektora obronnego. Stany Zjednoczone tam, gdzie mogą, odsuwają Europę od udziału w zajmowaniu się poważnymi problemami i lukratywnymi projektami na Bliskim Wschodzie.

Czy widzi Pan możliwości dla polskiego biznesu na odbudowę Iranu, czy również innych państw dotkniętych tym konfliktem? Historycznie mieliśmy dobre relacje z Iranem, by tylko wspomnieć czas II wojny światowej i armię gen. Władysława Andersa. Spodziewa się Pan, że wszystko przejmą firmy z USA i Izraela?

Nie dostrzegam tutaj perspektywy dla Polski, co więcej, przestrzegam przed iluzjami, które tworzyli rządzący, obiecując eldorado polskim przedsiębiorstwom przed interwencją w Iraku 23 lata temu. Przypomnę, że mieliśmy mieć niemalże własną ropę naftową, inwestycje i dostawy. Nie tylko nic z tego nie wynikło, ale i relacje uległy pogorszeniu. Naturalnym powodem ograniczającym możliwości nie tylko dla Polski, będzie prawdopodobnie to, że kolejny etap tego konfliktu łączyć się będzie z chaosem, perspektywą wojny domowej i ruchami mniejszości narodowych. Obecnie Kurdowie są wciągani do tego konfliktu, by stanowili istotny element ofensywy lądowej.

Cały Bliski Wschód i północna Afryka, włącznie z Izraelem w ubiegłym roku, to niecałe 20 mld dolarów obrotów z bardzo niekorzystnym bilansem handlowym dla Polski, ogromnym deficytem generowanym przede wszystkim zakupami ropy naftowej w Arabii Saudyjskiej (w 2025 r. Polska kupiła ropę za ok. 8 mld dolarów – przyp. red.) oraz LNG w Katarze.

Można przypuszczać, że sytuacja, którą znaliśmy w krajach Zatoki Perskiej, czyli spokojnego bytu, dobrobytu, planów rozwojowych, cieszenia się parasolem bezpieczeństwa USA i pewną równowagą regionalną, którą Iran jednak zapewniał – mamy już za sobą. Pytanie, jak głębokie będą konsekwencje i czy rząd w Tel Awiwie będzie dążył w stronę budowy zapowiadanego „Wielkiego Izraela od Nilu do Eufratu”? Wspominał o tym ambasador USA w Izraelu. Należy pamiętać, że przed islamem na terytorium obecnej Arabii Saudyjskiej istniały bardzo silne skupiska ludności żydowskiej, która miała znaczące pozycje w gospodarce i handlu. Zdarzały się nawet przypadki, że były państewka rządzone przez żydowskich królów, istniejące równolegle do podobnych organizmów zarówno pogańskich religii, jak i chrześcijaństwa.  

Najbardziej jednak niekorzystne dla polskich i europejskich interesów byłoby obecnie powtórzenie modelu irackiego, wieloletniej destabilizacji i chaosu promieniującego na region i świat.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *