W poniedziałek cena za baryłkę ropy Brent przekroczyła z rozmachem próg 100 dol., co przekłada się na 63 centy za litr, by następnie obniżyć się w okolice 90 dol. Kontrakty holenderskie na gaz osiągnęły cenę 61 euro za megawatogodzinę. Z takiego obrotu spraw raduje się Władimir Putin, który właśnie otrzymał wsparcie finansowe na prowadzenie działań wojennych, zadowolona jest Norwegia, Arabia Saudyjska, Brazylia, a także po części Stany Zjednoczone. Polska, wraz z większością państw Europy oraz Azja, zwłaszcza Chiny, stoją w obliczu problemu. Koszty transportu wzrosną w znaczący sposób. Wraz z nimi nasili się inflacja. Obecnie rynek zakłada podwyżkę stóp procentowych przez NBP.

Notowania ropy Brent w Europie na giełdzie ICE w poniedziałek rosły w kontraktach futures nawet o 28,9 proc., osiągając poziom 119,46 dol. Jest to najwyższa wartość od czerwca 2022 r., kiedy to panował szczytowy poziom niepokoju po inwazji Rosji na Ukrainę. Tak wysokie ceny wynikają z przekonania rynku, że konflikt w Iranie nie zakończy się szybko. Jednakże spadek cen w nocy z poniedziałku na wtorek obniżył wartość ropy do 90 dol. za baryłkę.
businessinsider.com.pl
Cieśnina Ormuz, przez którą standardowo przemieszcza się około jednej piątej globalnych zasobów ropy naftowej i gazu skroplonego, jest praktycznie niedostępna. Do wzrostu cen przyczyniło się również ustanowienie Modżtaby Chameneiego następcą Alego Chameneiego, najwyższego przywódcy Iranu. Jest to sygnał, że Iran nie ugnie się przed dyktatem USA i Izraela, a bezwarunkowa kapitulacja jest wykluczona. To z kolei oznacza, że kryzys na rynku ropy i gazu nie ma charakteru przejściowego.
Częściowo udało się złagodzić sytuację poprzez uwolnienie rezerw. „Financial Times” informuje, że w odpowiedzi na bezprecedensowy wzrost cen, państwa G-7 miały wyrazić poparcie dla skoordynowanego udostępnienia części globalnych zapasów. Mowa o 300-400 milionach baryłek, co odpowiada 30 proc. światowych rezerw. Po tych komunikatach wzrost cen ropy Brent stracił impet. Co jednak ceny powyżej 100 dol. za baryłkę oznaczają dla polskiej gospodarki?
Złoty reaguje na kryzys paliwowy
Polska jest importerem ropy naftowej i gazu. Produkcja krajowa zaspokaja zaledwie 2 proc. zapotrzebowania na ropę, a około 20 proc. zapotrzebowania na gaz. W efekcie każda zwyżka cen tych surowców stanowi obciążenie dla gospodarki, a każdy spadek jest odbierany pozytywnie. I na odwrót. Obecnie sytuacja jest zdecydowanie niekorzystna.
Jeśli musimy przeznaczyć więcej środków na import niż w przypadku niższych cen ropy i gazu, oznacza to, że będziemy wymieniać więcej złotych na dolary. Spodziewany większy popyt na dolara spowodował w poniedziałek osłabienie notowań krajowej waluty o 0,7 proc. do 3,7046 zł.
businessinsider.com.pl
W odniesieniu do euro również nastąpiło osłabienie o 0,2 proc. Jest to konsekwencja wycofywania kapitału z gospodarek uważanych za bardziej ryzykowne w czasie kryzysu.
Wszystko to ma również inny, istotny skutek. Inwestorzy unikający złotego pozbywają się polskich obligacji skarbowych. Rentowność 10-letnich obligacji wzrosła w poniedziałek do 5,8 proc. Jest to najwyższy poziom od marca 2025 r. i o 0,8 pkt proc. wyższy niż na koniec lutego. A wszystko to w sytuacji, gdy polski rząd zaplanował na najbliższe lata rekordowe zadłużenie.
Jeśli ta sytuacja utrzyma się dłużej, będzie to kosztować polski budżet znaczące kwoty. Podwyżka oprocentowania całego długu (1,8 bln zł na koniec września 2025) o 0,8 pkt proc. przyniosłaby budżetowi koszt w wysokości niemal 15 mld zł rocznie.
Koszty obsługi długu stanowiły w styczniu aż 14,7 proc. przychodów państwa. Dalszy wzrost odsetek w obliczu planowanego zwiększenia zadłużenia stanowi poważne ryzyko dla finansów publicznych. Utrzymanie obecnego stanu rzeczy przez dłuższy czas grozi koniecznością redukcji w polityce socjalnej lub wydatków na obronność.
Zagrożenie inflacją i podwyżkami stóp
Z osłabienia złotego cieszą się eksporterzy, ponieważ ich produkty stają się nagle nieco tańsze w porównaniu z konkurencją na rynkach światowych. Koszty są przecież kalkulowane w złotych, a przychody w dolarach czy euro, więc mogą zaoferować niższe ceny lub zarobić więcej przy tych samych cenach. Jednak i ich dotkną konsekwencje perturbacji wywołanych przez ceny ropy i gazu. Chodzi o stopy procentowe.
W ubiegłym tygodniu Rada Polityki Pieniężnej podjęła decyzję o obniżeniu stóp procentowych o 0,25 pkt proc. Prognozy analityków instytucji finansowych sugerowały, że to dopiero początek. Ekonomiści mBanku oczekiwali nawet obniżenia głównej stopy do 3 proc. w tym roku, czyli o 1 pkt proc. w ciągu 12 miesięcy. Najnowsze wydarzenia w Iranie nie miały jeszcze wpływu na decyzję RPP, która opierała się przede wszystkim na projekcji analityków NBP. Z niej wynikała redukcja inflacji, więc nie było potrzeby utrzymywania stóp na wysokim poziomie.
Jednak ta projekcja nie uwzględniała ataku USA z Izraelem na Iran. A tym bardziej tego, że Iran to nie Wenezuela i konflikt może potrwać znacznie dłużej niż schwytanie Nicolasa Maduro. Sytuacja podwyższonej inflacji paliw i gazu, a także pośrednio energii elektrycznej, to słaba perspektywa dla obniżek stóp, nawet pomimo tego, że polityka pieniężna ma niewielki wpływ na ceny paliw. Co więcej, stopy nie tylko mogą nie spaść — rynek już przewiduje, że pójdą w górę.
Jest to widoczne w notowaniach kontraktów forward na WIBOR. Jeszcze w piątek kontrakty na WIBOR 3M w perspektywie dziewięciu miesięcy wskazywały na stawkę 3,8 proc., czyli niewiele wyższą od obecnej (3,77 proc.), ale w poniedziałek nastąpił wzrost powyżej 4 proc. W skali tygodnia notowania forwardów wzrosły o 0,5 pkt proc. Z tego wynika, że rynek przewiduje wstrzymanie obniżek stóp w tym roku, a nawet stawia na podwyżki. Jeszcze w lutym większość analityków instytucji finansowych prognozowała jeszcze jedną obniżkę po tej środowej, a eksperci z mBanku nawet trzy. Wkrótce prognozy najprawdopodobniej będą musiały zostać zrewidowane.
Wyższe stopy lub chociażby brak ich obniżki to zła wiadomość dla całej gospodarki. Bardziej restrykcyjna polityka pieniężna hamuje konsumpcję (przekierowując środki na lokaty oraz podnosząc raty kredytu konsumenckiego i hipotecznego) i podwyższa koszty kredytów, w tym tych zaciągniętych przez firmy ze zmienną stopą procentową.
Prognozy podwyżek dotyczą również stóp Banku Anglii i Europejskiego Banku Centralnego. Jak podaje Bloomberg, inwestorzy obstawiają obecnie podwyżkę stóp procentowych przez Bank Anglii (BOE) i spodziewają się dwóch podwyżek ze strony Europejskiego Banku Centralnego w tym roku. Gospodarka Europy, która z trudem wydobywa się z spowolnienia, może otrzymać poważny cios.
Import droższy, mniej pieniędzy na konsumpcję
Wbrew temu, co niedawno sugerowało biuro prasowe Orlenu („przełożenie nie jest natychmiastowe”), ceny na stacjach paliw nie czekają, aż wyczerpią się zapasy paliw produkowanych z ropy kupowanej po innych cenach. Dane wskazują, że bardzo szybko odzwierciedlają one zmiany notowań Brent.
W ubiegłym tygodniu cena hurtowa benzyny Pb 95 w Orlenie wzrosła o 60 gr za litr, a diesla aż o 1,49 zł na litrze — wynika z danych koncernu. W niedzielę za litr benzyny Pb95 trzeba było zapłacić w Polsce średnio już 6,08 zł, podczas gdy tydzień wcześniej było to 5,67 zł. Za tańszą wersję diesla płaci się średnio 6,63 zł, czyli o 69 gr więcej w ciągu tygodnia — wynika z danych serwisu Autocentrum.
Posiadacze samochodów na LPG nie znajdują się w dużo lepszej sytuacji. Wzrosły nie tylko ceny ropy, ale i importowanego gazu, co przekłada się na cenę LPG dla samochodów. Za litr trzeba zapłacić już 2,91 zł, czyli o 18 gr więcej niż tydzień wcześniej.

Im więcej środków przeznaczymy na paliwa, tym mniej pozostanie nam na zakup innych produktów. To zwiastuje trudności dla polskiej gospodarki.
W ubiegłym roku Polska wydała na import ropy i paliw 21,5 mld dol., czyli o 2,5 mld dol. mniej niż rok wcześniej za o 0,7 proc. więcej w tonach — wynika z danych GUS. Jednak od ataku na Iran cena ropy Brent wyrażona w dolarach wzrosła o 41,3 proc. Dla całej gospodarki oznacza to koszt rzędu 8,9 mld dol. (41,3 proc. z 21,5 mld dol.), czyli według aktualnego kursu średniego NBP prawie 33 mld zł. Ostatecznie ten koszt poniosą konsumenci bezpośrednio lub pośrednio w cenach towarów i usług.
Czytaj też: Orlen otrzymał zawiadomienie od katarskiej spółki. „Stan siły wyższej”
W przypadku gazu na jego import do Polski wydano w 2025 r. 1,3 mld dol., czyli 4,8 mld zł — wynika z danych GUS. Wzrost cen w Europie był tu niższy niż w przypadku ropy Brent, ponieważ wyniósł niemal 15 proc. od ataku na Iran. Oznacza to roczny koszt rzędu 186 mln dol. (690 mln zł) w wyniku zmian cen gazu z ostatniego tygodnia.
A gaz wykorzystujemy nie tylko do samochodów. Polacy używają go również w kuchenkach, a co najważniejsze — coraz większa część energii elektrycznej jest produkowana w Polsce przy użyciu gazu.
Redukcje produkcji w energetyce gazowej, zyskuje OZE i węgiel
Po wzroście notowań gazu — w poniedziałek nawet powyżej 61 euro za MWh — elektrownie gazowe ograniczały w ostatnich dniach produkcję, a ich udział w generacji energii w Polsce spadł z prawie 18 proc. 25 lutego do 12 proc. w poniedziałek 9 marca. Problemy z drogą energią z gazu na szczęście dla systemu elektroenergetycznego nadrabiały w ostatnich dniach OZE, których udział zwiększył się w poniedziałek dzięki słonecznej i wietrznej pogodzie do łącznie 36 proc. Udział energii z wiatru wzrósł do 16,9 proc., a ze słońca do 17,7 proc. Pogoda tymczasowo chroni ceny energii w Polsce przed kryzysem naftowo-gazowym.
Właściciele elektrowni gazowych być może ponoszą aktualnie straty, za to czynniki atmosferyczne dają zarobek właścicielom fotowoltaiki i farm wiatrowych.
Więcej prądu produkowały też w ostatnim czasie elektrownie na węgiel kamienny. Dzienny udział tego rodzaju węgla w produkcji polskiej energetyki w piątek 6 marca przekroczył 38 proc., podczas gdy tydzień wcześniej nie przekraczał 30 proc. Razem z węglem brunatnym daje to ponad 56 proc. dziennego udziału. Jeszcze 28 lutego udział obu rodzajów węgla w energetyce spadł do 39,4 proc.
Ubrania i obuwie podrożeją
Koszty drożejącej na świecie ropy i paliw będą szczególnie odczuwalne w konkretnych segmentach gospodarki. Już 3 marca, gdy ropa kosztowała jeszcze 81,40 dol. za baryłkę, Rohlig SUUS Logistics informował Business Insidera, że z powodu konfliktu w Iranie nastąpił dwukrotny wzrost cen za fracht między Bliskim Wschodem a Polską. Miało to miejsce po wzroście ceny ropy o 10 dol. i wzroście ryzyka transportu (ubezpieczenia). Obecnie ropa podrożała o kolejne 20 dol.
A tymczasem większość odzieży sprzedawanej w sklepach w Polsce jest produkowana w Azji. Największa sieć odzieżowa LPP (Reserved, Sinsay) w ostatnim raporcie rocznym informowała, że 32,6 proc. towaru importuje z Chin, 28,7 proc. z Bangladeszu, 15,8 proc. z Mjanmy, a 7,7 proc. z Indii. Zaledwie 5,2 proc. pochodziło z geograficznie bliskiej Turcji. W Chinach, Indiach i Bangladeszu produkuje również Modivo (dawniej CCC).
Transport generuje koszty, ale niskie koszty pracy i energii w Azji dotychczas to kompensowały. W obecnych okolicznościach opłacalne może być przesuwanie dostaw do Turcji, a być może nawet do Polski, czyli „skracanie łańcucha”. To coś, co pamiętamy z okresu pandemii COVID-19.
W przypadku Chin czynnikiem łagodzącym wzrost kosztów transportu jest polityka celna USA, która ograniczyła dostawy z Państwa Środka. Pośrednio spowodowała, że chińskie fabryki zgadzają się na niższe stawki. LPP informowało o tym w raporcie za 3 kw. 2025 r. („wzrost siły negocjacyjnej z dostawcami w Chinach w wyniku wojny celnej”).
Petrochemia i nawozy
W trudnej sytuacji znalazły się przedsiębiorstwa, które potrzebują gazu i ropy do wytwarzania swoich produktów. Grupa Azoty już wcześniej borykała się z trudnościami z powodu wysokich cen gazu, a teraz stały się one jeszcze wyższe. Spółka zawieszała nawet niedawno przyjmowanie zamówień na nawozy, po dwóch dniach je przywracała po interwencji rządu. Następnie z funkcji zrezygnował jeden z wiceprezesów Azotów.
Inwestycja w Grupę Azoty Polyolefins, którą Azoty przygotowują do sprzedaży na rzecz Orlenu, również napotyka trudniejsze warunki działania. Podobnie jak spółka, w której Orlen jest współudziałowcem, czyli Basell Orlen Polyolefins. Do produkcji polipropylenu i polietylenu potrzebne są ropa oraz jej pochodne: nafty i olefiny. Ich rosnące ceny obciążają stronę kosztową, a strona przychodowa niekoniecznie musi być skłonna do kupowania po wyższych cenach, zwłaszcza jeśli ma dostęp do tańszych wyrobów na rynku, np. ze Wschodu.
Azoty tłumaczyły swoją trudną sytuację m.in. importem tańszych nawozów z Białorusi i Rosji. Tańszych ze względu na niższe ceny gazu.
Żywność w górę
Konflikt w Iranie, jak wspomniano wcześniej, wpłynął na ceny paliw, ale będzie miał również wpływ na ceny nawozów oraz energii. Droższe nawozy utrudnią funkcjonowanie rolnikom, którzy i tak już narzekają na balansowanie na granicy opłacalności. Muszą zmagać się z tanią konkurencją towarów rolnych z Ukrainy, wkrótce również z Mercosur, a jednocześnie może ich nie być stać na nawożenie i środki ochrony roślin. Może to skutkować niższą podażą towarów rolnych i wyższymi cenami.
Prawdopodobnie rolnicy przerzucą się zresztą z powrotem na nawozy z Białorusi i Rosji, które, mimo że są obciążone od lipca ub.r. cłem 6,5 proc. plus rosnącą do 2028 r. kwotą za tonę, to mogą okazać się ponownie konkurencyjne wobec produkcji na bardzo drogim gazie.
Co więcej, drogie paliwa to również wyższy koszt dostarczenia towarów do sklepów, więc za droższą ropę zapłacimy m.in. w cenach detalicznych żywności.
To jednak nie wszystko. Jeśli ceny energii wzrosną z powodu gazu, podrożeją również towary, do których wytworzenia energia jest niezbędna. Chodzi o chleb i inne pieczywo, gdzie energia jest głównym składnikiem ceny. Dotyczy to również wszystkich towarów, które wymagają chłodzenia, ponieważ chłodzenie również pochłania dużo energii. Warzywa i owoce również podrożeją, nie zapominając o mrożonkach i lodach.
Jak widać, zależność od importu określonych rodzajów surowców energetycznych sprawia, że polska gospodarka ma wiele słabych punktów. Rezygnując z węgla, narażamy się na ryzyko dużych wahań cen gazu. Natomiast przestawiając się na samochody elektryczne, co prawda częściowo uniezależniamy się od cen ropy, ale jednocześnie w energetyce stajemy się bardziej zależni od cen gazu. Jest on jednak obecnie jedynym źródłem energii, które jest w stanie elastycznie stabilizować działanie kapryśnej energetyki wiatrowej i słonecznej. Do czasu aż nie zbudujemy jądrowych SMR-ów lub elektrowni na zielony wodór, nie ma alternatywy. To jednak odległa perspektywa.
Autor: Jacek Frączyk, redaktor Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
