Doktor Štrosmajer rzekł kiedyś do pielęgniarki Huňkovej, że jeśliby niedorzeczność posiadała lotność, latałaby pani niczym gołąb. To powiedzenie z nakręconego w latach 70. czechosłowackiego serialu telewizyjnego „Szpital na perypetiach”. Przeniknęło do powszechnego języka u naszych południowych sąsiadów, lecz uznanie osiągnęło także w Polsce. Przekształciło się w złośliwy komentarz do braku rozsądku i nierozwagi. Aktualnie bez obaw można ją przypisać Prawu i Sprawiedliwości, które zdecydowało się straszyć Polaków załamaniem na rynku paliw i zagrożeniem dla bezpieczeństwa energetycznego.
![Paliwa w Polsce: Partyjne wybory ponad interes kraju [KOMENTARZ] 2 Partia Jarosława Kaczyńskiego uznała, że kryzys na Bliskim Wschodzie to okazja do podsycania paniki w Polsce](/wp-content/uploads/2026/03/9448decc517e2b1590d905ddc24497b3.jpg)
Na wstępie kilka nieciekawych faktów. Światowa gospodarka, której jesteśmy drobną częścią, to system naczyń powiązanych. Kryzysy ekonomiczne czy konflikty zbrojne rozprzestrzeniają się w wymiarze finansowym po całym globie. Jak zaraza infekują rynki akcji od Nowego Jorku przez Londyn po Tokio. Cierpią wszyscy, nawet jeśli spór czy perturbacje nie dotykają bezpośrednio.
Kryzys godzi w każdego
Podobnie jest z wojną w Iranie. Wywołała poważne zwyżki na rynku ropy naftowej i gazu ziemnego, co jest zrozumiałe, ponieważ Bliski Wschód to jeden z istotnych wytwórców tych surowców na świecie. Jednakże konflikt wpłynął nie tylko na przedsiębiorstwa paliwowe, lecz na wszystkie rynki kapitałowe na świecie, na waluty czy obligacje. Sytuacja jest napięta, a niepewność jest najtrudniejsza do oszacowania.
Słabnie zatem również giełda w Warszawie, traci na wartości złoty i dług państwowy. Jesteśmy na stałe, na dobre i na złe, włączeni w globalny system finansowy.
Wzrasta cena ropy naftowej, więc wkrótce wzrośnie cena detaliczna paliw i będzie drożej na stacji benzynowej. To naturalne zjawisko, zazwyczaj tymczasowe. Nie wiadomo jednak, jak długo utrzymają się rynkowe wstrząsy, ile nastąpi jeszcze zmian w kwestii Iranu i jak bardzo jeszcze może się zmienić cena ropy naftowej czy gazu.
To nie jest dogodny moment, by straszyć kryzysem paliwowym, skoro wojna nie trwa jeszcze nawet tydzień. To nie jest właściwy czas, aby rozmyślać, czy bezpieczeństwo energetyczne Polski jest narażone.
Polityczny cynizm
Taki scenariusz postanowili jednak wdrażać politycy najliczniejszej partii opozycyjnej, czyli Prawa i Sprawiedliwości (PiS) i to słowami najbardziej znanych polityków. Nie warto tym słowom przykładać wagi i je powtarzać. Wystarczy, że politycy usiłują wzbudzać panikę czy zamieszanie.
Naturalne jest, że ludzie rozważają, czy zatankować na zapas, ponieważ nie wiadomo jak bardzo podskoczą ceny benzyny czy oleju napędowego. To zwłaszcza odnosi się do takich sektorów jak rolnictwo czy transport, gdzie zapotrzebowanie na paliwa będzie rosło w nadchodzących tygodniach. Zapewne, że pojawią się pojedyncze zakłócenia na stacjach, bo przez narastający popyt, dostawy mogą nie być tak płynne. Jednakże tworzenie obrazu rynku paliwa w Polsce na podstawie pojedynczych stacji, to znaczne nadużycie.
W takiej sytuacji zadaniem polityków jest uspokajać, a nie igrać z ogniem w pobliżu dystrybutorów.
Wywołać panikę na stacjach benzynowych jest bardzo prosto. Jedna kolejka, jakaś przerwa w zaopatrzeniu, parę fotografii trafia do internetu i rozprzestrzenia się cytatami w mediach tradycyjnych i na platformach społecznościowych. Recepta na kryzys gotowa. Tutaj działa też zasada samospełniającej się przepowiedni — jeśli uwierzymy, że zabraknie paliwa i zaczniemy je tankować na zapas, to w niektórych miejscach, gdzie popyt będzie największy, rzeczywiście pojawią się braki w dostawach, a to będzie się przenosić na kolejne stacje i coś, co nie było problemem, zacznie nim być.
PiS powinien pamiętać o takich sytuacjach, bo w trakcie swoich rządów zmagał się z jednymi z największych i najniebezpieczniejszych kryzysów w minionych dekadach, czyli pandemią i pełnowymiarową agresją Rosji w Ukrainie. Wówczas także ludzie rzucili się tankować, nabywać dolary i złoto, gromadzić zapasy. Łatwo było posiać niepokój, gdyż gaz i ropę w przeważającej większości kupowaliśmy w Rosji. Ryzyko kryzysu energetycznego było realne. Ryzyko kryzysu bankowego także, ponieważ ludzie w takich momentach biegną do bankomatów po pieniądze.
PiS musi pamiętać, że panika i chaos były wówczas wzmacniane przez rosyjską propagandę, która na pierwszym miejscu stawia destabilizację społeczeństw Zachodu.
Partia kontra państwo
Partia Jarosława Kaczyńskiego ma pełne prawo w aktualnej sytuacji szczycić się tym, że to za jej rządów udało się dokonać bardzo wiele dla dywersyfikacji źródeł zakupu surowców przez Polskę. To dotyczy zarówno ropy naftowej, jak i gazu ziemnego. Politycy obecnej opozycji bez cienia skrępowania mogliby prężyć pierś po odznaczenia. PiS ma możliwość kreowania pozytywnego przekazu w obecnej sytuacji, a wybiera destrukcyjną komunikację o kryzysie, którego nie ma.
Premier Donald Tusk czy prezes Orlenu Ireneusz Fąfara nie wpłyną na cenę ropy na światowych rynkach. Polska nie ma mocy, żeby zakończyć wojnę w Iranie i uspokoić nastroje na Bliskim Wschodzie. Nadrzędnym orężem, jakim dysponujemy, jest budowanie odporności społecznej na kryzysy, manipulacje, dezinformacje, panikę i zamieszanie.
Jeśli ktoś bezwzględnie wybiera polityczną rozgrywkę, zamiast dbania o dobro państwa, to znaczy, że nie jest odpowiedni do tego, żeby tym państwem kierować.
Autor: Bartek Godusławski, dziennikarz Business Insider Polska
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
