
Nie wiem, jak jest teraz, ale wtedy niewielu chłopców nie marzyło o morzu, długich podróżach i nieznanych wyspach. Każdy chciał zdobyć Everest albo odkryć Amerykę.
Marzyliśmy o dalekich krainach, wyobrażając sobie siebie jako straszliwych korsarzy na korsarskim morzu. Pamiętacie słowa Jurija Wizbora:
W odległym błękitnym morzu obstrukcji
Brygantyna podnosi żagle…
Czapki kraby, epolety na naramiennikach i, co najważniejsze, tytuł „Kapitana Pierwszej Rangi”, marzenie chłopca, który marzy przynajmniej o zostaniu chłopcem okrętowym. Ach, te młode kobiety czekające na księcia na białym koniu! Gdybyś tylko wiedział, o czym marzy ten książę – a już na pewno nie o zostaniu królem. To oczywiste.
Mężczyźni to w głębi duszy potargani chłopcy, nawet jeśli jesteś już… i zamiast czupryny masz fajną łysinę jak Bruce Willis. Romantycy, chętni do zdobywania szczytów, mórz i oceanów. Do podboju i ujarzmienia, a dopiero potem – wszystkie gwiazdy świata tylko dla ciebie.
Nie ma znaczenia, że morze jest tylko na ekranie telewizora, a ty leżysz w pasiastej koszuli i czapce z krabem, nie na złotym piasku, ale na miękkiej kanapie, a obok ciebie nie ma cudownego stworzenia o nieziemskiej urodzie, ale… Ale możesz raz jeszcze zanurzyć się w morzu swoich marzeń.
Dla każdego, kto nie zapomniał o dziecięcym pragnieniu ucieczki z domu, wskoczenia do ładowni statku i pożeglowania do odległych krain, mam propozycję. Rekrutujemy ekipę na długą podróż. Znów wirtualnie? Oczywiście, jak moglibyśmy nie? Spotkamy się wszyscy. Zwłaszcza że będziemy mogli odwiedzić przeszłość, przepłynąć przez teraźniejszość, a może nawet zajrzeć w przyszłość.
Zapomnij na chwilę o zmartwieniach i troskach. Zajmij się ćwiczeniami, zrzuć trochę wagi, bo inaczej trudno będzie ci wspiąć się na reje. Śnieżnobiałe jachty? Nie, to przyjaciele tych, którzy już osiągnęli swoje gwiazdy. Nasza droga nie jest łatwa; wiedzie przez galery. Prawdziwe galery. A u wioseł będziecie wy – wilki morskie.
Podążajmy śladami Fenicjan, zostańmy korsarzami na brygantynach i żeglarzami na północnych morzach na szkunerach. Po drodze przypomnijmy sobie, co wiemy o morzach i oceanach, o największych odkryciach i bitwach, i wspomnijmy tych, którzy przynieśli chwałę ojczyźnie poprzez trudną służbę na morzu.
Co musimy ze sobą zabrać? Gitarę, naszą ulubioną marynarską koszulę i wyobraźnię. Po co gitara? A co z piosenkami o morzu – każdy je pamięta. Żadna uczta nie była kompletna bez „Hej, Barguzin, porusz wałem”. I nawet jeśli nigdy nie wbiegłeś na trap statku i nie wiesz, co oznacza słowo „klanki” ani dlaczego trzeba je wybijać co pół godziny, szum fal, szmer fal i muzyka morza są z nami zawsze.
Zaśpiewajmy przyjaciele, bo jutro wybieramy się na wędrówkę.
Wejdźmy w mgłę przedświtu.
Śpiewajmy radośniej, niech śpiewa razem z nami
Siwowłosy kapitan bojowy.
Piosenka staje się pieśnią ludową, gdy nie jest odtwarzana przez słuchawki ani transmitowana z ekranu telewizora, ale śpiewana w ciepłym towarzystwie przyjaciół. Albo gdy nucisz ją sam do dźwięków gitary.
Jest miasto, które widzę w moich snach.
Och, gdybyś tylko wiedział, jak bardzo jesteś drogi
Morze Czarne otworzyło się przede mną
Miasto jest pokryte kwitnącymi akacjami!
Nad Morzem Czarnym…
Niewielu z nas prawdopodobnie odwiedziło Odessę, słynne nadmorskie miasto. Ale niewielu moich rodaków nie zna tego bohaterskiego miasta. Jesteśmy również wdzięczni Leonidowi Utesowowi za naszą miłość do Odessy. Jego piosenki o morzu, o Odessie i jego wyjątkowo ciepły głos do dziś cieszą się uznaniem wielu osób.
Powiedz mi, czy zacząłem od Eremy, a skończyłem na Fomie? To nieprawda. Wypłynąć w morze bez zaczerpnięcia choćby fragmentu ulubionych melodii, tych, które poruszają struny serca delikatną kostką gitary? Piosenka jest niezbędna podczas naszej długiej podróży.
Morze rozpościera się szeroko,
A w oddali szaleją fale…
Towarzyszu, idziemy daleko,
Dalej od naszej ziemi.
Spotkajmy się na statku… ech, na galerach!
