System EU ETS, czyli obciążeń finansowych nakładanych na branże za emisję CO2, znajduje się pod coraz większą obserwacją. Przyczyną jest to, że podnosi koszty energii, co negatywnie wpływa na przemysł i wywołuje likwidację etatów. W bieżącym roku ma nastąpić nowelizacja dyrektywy, lecz nastroje wokół niej są silne, a niektóre żądania wręcz ekstremalne.

- System ETS wywołuje narastające spory z uwagi na wzrost cen energii i likwidację stanowisk pracy w UE
- Komisja Europejska zaprezentuje w lipcu projekt zmiany dyrektywy ETS, oczekiwane są trudne rokowania z państwami członkowskimi
- Polska zabiega między innymi o przedłużenie okresu bezpłatnych zezwoleń dla przemysłu i sektora ciepłowniczego oraz uprzywilejowania dla dziedzin obronnych
- Więcej informacji o biznesie znajdziesz na stronie Businessinsider.com.pl
Dalsza część artykułu pod infografiką

— Napięcie wokół ETS jest coraz większe — mówi nam informator związany z rządem. Przyczyną jest nasilające się zwijanie się przemysłu w UE, do czego — poza kosztowną energią — przyczynia się również zalewanie europejskich rynków przez bardzo tanią produkcję, szczególnie z Chin.
W minioną środę podczas Europejskiego Szczytu Przemysłowego w Antwerpii kanclerz Niemiec Friedrich Merz zaznaczył, że w systemie ETS powinny zajść modyfikacje, jeśli zostanie stwierdzone, że nie jest to najlepsze narzędzie do ograniczania emisji CO2.
Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron przyznał, że obecnie system ETS działa nieskutecznie w niektórych krajach, zwłaszcza tych zależnych od paliw kopalnych. Zwrócił też uwagę na spekulacje na rynku uprawnień, które sprawiają, że cena emisji wzrosła z zakładanych 30–40 euro za tonę CO2 do przeszło 80 euro. — To bardzo obciąża niektóre gospodarki — stwierdził Macron.

Nowelizacja dyrektywy ETS będzie szansą na korzystne dla przemysłu zmiany
W lipcu KE ma ogłosić projekt nowelizacji dyrektywy ETS. Jak mówi nam wiceminister klimatu i środowiska Krzysztof Bolesta, który jest odpowiedzialny za działania rządu nad zmianą ETS, z pewnością w jej ramach KE poruszy kwestie tego, czy do ETS1 włączyć zakłady utylizacji śmieci, a także to, czy objąć nim emisje zredukowane przy użyciu technologii CCS (wyłapywania CO2).
— Niemniej jednak wszyscy przygotowują się na gruntowną nowelizację, obejmującą na przykład przedłużenie terminu darmowych pozwoleń dla przemysłu lub to, by były one o wiele wolniej wygaszane — podkreśla wiceminister Bolesta.
Jak dodaje, nieustannie powraca również postulat tak zwanego korytarza cenowego dla ETS1 oraz zaprzestania spekulowania tymi uprawnieniami przez rynki finansowe. — Można przypuszczać, że część spekulacyjnych transakcji zostanie wykluczona — uważa Bolesta.
Jak ocenia, „widać perspektywę do takich modyfikacji w ETS, które mogłyby pomóc gałęziom przemysłu energochłonnym”. Poświęcona przemysłowi zeszłotygodniowa konferencja w Antwerpii, w jego opinii, ukazuje, że będzie można zbudować wokół tej idei większość.
— Chodzi na przykład o zwolnienie tempa wygaszania uprawnień, a w konsekwencji więcej bezpłatnych pozwoleń dla przemysłu — tłumaczy wiceszef resortu klimatu.
Przyznaje jednocześnie: — Z uzyskaniem analogicznych koncesji w sprawie energetyki będzie ciężej — do realizacji tego żądania nie mamy wystarczająco wielu sprzymierzeńców. Oczywiście będziemy o to walczyć, ale szanse na powodzenie są znacznie mniejsze.
Odnośnie polskich żądań w kwestii nowelizacji dyrektywy ETS, to — według Krzysztofa Bolesty — za parę tygodni mają być gotowe.
Tańsza energia dla przemysłu to priorytet Polski
— Już teraz można z pewnością powiedzieć, że będziemy domagać się ulg w ETS1 dla sektorów działających na rzecz przemysłu obronnego, takich jak stalowy, cementowy czy chemiczny. Następnym naszym postulatem będzie kontynuacja darmowych pozwoleń dla przemysłu i ciepłownictwa. Chcemy utrzymać ich stabilny poziom oraz wydłużyć okres przyznawania. Niedopuszczalne jest, aby za 10 lat te branże zostały bez pozwoleń — zapowiada Krzysztof Bolesta.
Jak deklaruje, polski rząd będzie również dopilnowywał, aby środkami wynegocjowanymi podczas Rady Europejskiej pod koniec zeszłego roku, kredytami międzynarodowymi można było rozliczać się w systemie ETS.
— Zabiegamy też o ograniczenie spekulacji tymi uprawnieniami. W tym kontekście analizujemy pewnego rodzaju korytarz cenowy — zgodnie z tym zamysłem, limitowaniu cen uprawnień służyć miałoby emitowanie przez „carbon bank” dodatkowych puli uprawnień w sytuacji, gdyby ich cena nadmiernie wzrosła. Chodzi o to, żeby była równowaga popytu i podaży — objaśnia wiceminister klimatu i środowiska.
Zapewnia, że rząd „będzie również tradycyjnie poruszać temat ETS2”, czyli opłat od emisji CO2 w transporcie i budownictwie, które mają obowiązywać od 2028 r. — Ten system jest nam zbędny — kwituje.
— Do 2030 r. mamy zobowiązania redukcji emisji w transporcie i budownictwie, które realizujemy z nadwyżką. Póki co negocjacje dały nam odsunięcie ETS2 w czasie o rok, ale chcielibyśmy, żeby nas KE nie uszczęśliwiała na siłę. Z tego powodu będziemy rozmawiać o dłuższym odłożeniu — argumentuje Krzysztof Bolesta.
Według niego polskie stanowisko negocjacyjne będzie gotowe w ciągu parunastu dni. — Na kolejnej, marcowej Radzie Europejskiej będziemy już budować większość dla realizacji naszych żądań — zapowiada.
W debacie na temat przyszłości ETS aktywnie głos zabiera także opozycja. Z ugrupowania PiS dochodzą nawet tak skrajne żądania jak Janusza Kowalskiego, który na platformie X domaga się likwidacji EU ETS już w 2027 r. — Wystarczy, że taki będzie polski warunek zatwierdzenia budżetu UE na lata 2028-2034 — twierdzi.
Komisja Europejska ma trudność z łagodzeniem ETS
Nasz informator w Brukseli przyznaje, że Komisja Europejska ma problem z żądaniami złagodzenia ETS, chociaż większość państw UE popiera przemysł, w tym Niemcy, czy Polska.
— W sprzeczności do tej większości jest Hiszpania i państwa skandynawskie. Szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen jest po stronie tej mniejszości. ETS to był jej projekt. Niemniej jednak nowelizacja dyrektywy ETS jest omawiana i do końca lipca ma być propozycja KE w tej kwestii — zaznacza nasz rozmówca.
Komisja, dodaje, sądzi na przykład, że za mało wpływów z tytułu ETS państwa UE przeznaczają na transformację energetyczną. — Komisja pragnie, aby te środki wracały do przemysłu i pomagały mu w transformacji — słyszymy.
Nasz informator przyznaje jednak, że Komisja Europejska będzie pod ogromną presją w tej sprawie ze strony większości państw członkowskich.
— Pytanie, w jakim stopniu Komisja może być zmuszona do ustępstw przez proprzemysłową większość. Istnieją już precedensy — w sprawie Zielonego Ładu dla rolników i przesunięcia o rok systemu ETS2 — podsumowuje.
Jak dodaje nasz rozmówca, kierunkiem, jaki prawdopodobnie Komisja zaproponuje przy nowelizacji dyrektywy ETS będzie odchodzenie od nakazów na rzecz zachęt. Zgodnie z zasadą „mniej bata, więcej marchewki”.
Darmowe uprawnienia ETS dla przemysłu to jeden z głównych postulatów sektora
W Europejskim Szczycie Przemysłowym wzięło udział około 500 liderów biznesu oraz przedstawicieli najwyższych władz UE, w tym Ursula von der Leyen, kanclerz Merz czy prezydent Macron.
W wydarzeniu uczestniczył również Tomasz Zieliński, prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego (PIPC). Jak ocenia, po słowach szefowej Komisji Europejskiej, że docenia znaczenie przemysłu chemicznego także w kontekście bezpieczeństwa — przemysłu obronnego czy żywnościowego — „niestety nie padły żadne nowe konkretne deklaracje”.
— Zestawiło się to z silnym przekazem przywódców państw, co było dla nas pozytywnym zaskoczeniem — nie spodziewaliśmy się aż tak mocnego przekazu. Ufamy, że przy takim nacisku ze strony liderów, Komisja Europejska postanowi bardziej wyjść naprzeciw oczekiwaniom przemysłu — zaznacza.
I podkreśla: — Obecnie nie możemy już mówić o odkładaniu decyzji na kolejne miesiące czy lata. Przemysł powinien aktualnie otrzymać konkretne rozwiązania usprawniające regulacje i ułatwiające osiąganie celów transformacji.
x.com
Prezes Zieliński zwraca też uwagę, że wraz ze wzrostem cen energii w UE w ostatnich latach — na fali kryzysu energetycznego, a potem wojny w Ukrainie, europejski rynek zalewają dostawy konkurencji z zagranicy, głównie Chin czy Turcji. W konsekwencji, podaje, w Europie od 2022 r. zamknięto 37 mln ton mocy produkcyjnych w przemyśle chemicznym. To oznacza zagrożenie dla około 110 tys. pośrednich i bezpośrednich miejsc pracy.
— Ponad 70 proc. polskiego przemysłu chemicznego to sektor tworzyw sztucznych, a ich import z Chin w 2025 r., w porównaniu do 2024 r., wzrósł średnio o 40 proc. Rok 2025 był jednym z kluczowych, przełomowych, jeżeli chodzi o zamykanie mocy europejskich produkcyjnych w przemyśle chemicznym — akcentuje prezes Polskiej Izby Przemysłu Chemicznego.
Jak zaznacza, w gałęziach przemysłu, takich jak przemysł chemiczny, utrzymanie bezpłatnych uprawnień do emisji pozostaje warunkiem utrzymania produkcji oraz możliwości finansowania inwestycji modernizacyjnych.
Przemysł chemiczny obstaje przy tym, że konieczne jest dostosowanie tempa transformacji do realnych możliwości inwestycyjnych przedsiębiorstw.
Wśród postulatów podnoszonych przez PIPC znajduje się więc utrzymanie darmowych uprawnień EU ETS dla branż strategicznych, takich jak przemysł chemiczny, a także sektorów objętych CBAM, czyli unijne cło węglowe.
Zgodnie z obecnymi założeniami bezpłatne uprawnienia ETS mają być stopniowo redukowane w najbliższych latach.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
