Medyczna technologia na froncie. Bezzałogowe statki powietrzne i roboty lądowe wspomagają poszkodowanych.

Choć drony latające stały się powszechne w działaniach ratunkowych na obszarze walk, ich zakres działania ma pewne bariery. Zastąpić je mogą roboty lądowe, które potrafią działać w miejscach niedostępnych dla bezzałogowych statków powietrznych.

Nowatorstwa w medycynie wojennej pojawiają się i będą się pojawiać, szczególnie z powodu toczącego się konfliktu w Ukrainie.

Foto: Flyby Technology

Zuzanna Świerczek

Reklama

Z tego artykułu poznasz:

  • W jaki sposób drony i systemy bezzałogowe zmieniają opiekę medyczną na polu bitwy?
  • W jaki sposób konflikt w Ukrainie wpłynął na rozwój i wykorzystanie dronów?
  • Jakie są przeszkody i potencjał użycia dronów w sytuacjach wojennych?
  • Dlaczego prowadzone są prace nad robotami lądowymi w kontekście wsparcia medycznego?
  • Jakie innowacyjne rozwiązania w selekcji medycznej oferują drony zaopatrzone w biosensory?
  • W jaki sposób drony i roboty mogą się wzajemnie dopełniać w zastosowaniach medycznych?

Współczesne pole bitwy coraz częściej jest obsługiwane przez systemy autonomiczne. Pomoc lekarska dociera do poszkodowanych z powietrza, wody i lądu. Obecnie najbardziej rozpowszechnione są bezzałogowe statki powietrzne (BSP), często zwane „dronami”. Drony to również urządzenia pływające oraz bezzałogowe pojazdy lądowe (BPL).

Reklama Reklama

W Europie korzystanie z tych urządzeń i ich szybki postęp obserwujemy od lutego 2022 roku, czyli od momentu inwazji Rosji na Ukrainę na pełną skalę.

Wojna z użyciem dronów zmieniła system udzielania pomocy

Te maszyny służą zarówno do wywoływania zniszczeń, jak i udzielania wsparcia poszkodowanym. Obecnie praktycznie w ogóle nie używa się standardowych metod bojowych, a ratownicy medyczni rzadko pojawiają się na pierwszej linii frontu, ponieważ również oni stali się celem ataków Rosji. Jak informuje MedGlobal, amerykańska organizacja pozarządowa udzielająca pomocy medycznej w Ukrainie, w 2024 r. liczba ataków na służby ratunkowe wzrosła czterokrotnie w porównaniu z poprzednim rokiem. Obejmuje to także ataki typu double-tap, w których po pierwszym uderzeniu drona następuje kolejne – już po przybyciu służb ratowniczych na miejsce zdarzenia. W takich warunkach obecność lekarza na polu walki staje się coraz większym ryzykiem.

– Z perspektywy pomocy medycznej wojna w Ukrainie odwróciła wszystkie dotychczasowe założenia. Ewakuacja i udzielanie wsparcia na miejscu starć lub w jego pobliżu stały się jednym z największych wyzwań dla medyków. Trudno też prognozować, jak będą wyglądały przyszłe konflikty – czy dominować będzie ostrzał artyleryjski, bombardowania, czy masowe użycie dronów. W związku z tą dynamiką konfliktu nieustannie opracowywane są nowe metody działania i rozwiązania medyczne. Jest to jednak proces ciągłej konkurencji – każda nowa technologia niemal natychmiast spotyka się z reakcją drugiej strony, która usiłuje ją zneutralizować. Dokładnie to obserwujemy w Ukrainie od kilku lat – wyjaśnia prof. Robert Gałązkowski, były dyrektor Lotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Reklama Reklama Reklama Modernizacja Sił Zbrojnych Wojsko kupuje drony kamikadze za 100 mln zł. Dostawa ekspresowa

Agencja Uzbrojenia podpisała umowę na zakup 360 sztuk amunicji krążącej Warmate od Grupy WB. Dost…

Drony – od pola bitwy po cywilne akcje ratunkowe

Bezzałogowe statki powietrzne są obecnie zasadniczym wsparciem dla ratowników wojskowych. Umożliwiają szybkie dostarczenie sprzętu medycznego, bez konieczności wysyłania ludzi w obszary zagrożenia. – Drony są szybkie i stosunkowo tanie. Mogą dostarczać opaski uciskowe czy lekarstwa. Dodatkowo, korzystając z nich, nie narażamy kolejnego życia ludzkiego, ponieważ operator może nimi kierować z dużej odległości, z ukrycia – wyjaśnia Paweł Wiktorzak, ratownik medyczny z Wojskowego Instytutu Medycznego.

Ich użycie nie kończy się jednak na operacjach wojskowych. W cywilnych akcjach ratunkowych – zwłaszcza w górach i trudno dostępnych rejonach – drony mogą wstępnie oszacować sytuację, zanim ekipa ratunkowa dotrze na miejsce. Dzięki temu zmniejszają ryzyko wejścia ratowników w potencjalnie niebezpieczne tereny.

Innowacje w medycynie Powstaje konsorcjum chirurgii robotowej. Inicjatorem jest wojsko

Wojskowy Instytut Medyczny wraz z kluczowymi ośrodkami leczniczymi i uczelniami utworzył konsorcj…

Pomimo dużego potencjału, drony mają naturalne bariery. Największym pozostaje udźwig – zwykle nie przekracza on kilkudziesięciu kilogramów, dlatego trwają prace nad stworzeniem maszyny o większej nośności. W ramach projektu MEWA MED testowany jest dron transportowy, zdolny unieść ładunek nawet do 120 kg. Jego praktyczne zastosowanie napotyka jednak ograniczenia prawne – obecne regulacje nie pozwalają na takie użycie drona. Ponadto, jak zauważają eksperci, tam, gdzie możliwy jest transport naziemny, wciąż pozostaje on preferowaną formą ewakuacji rannego z pola walki. – Na ten moment trudno sobie wyobrazić, by możliwe było powszechne wykorzystanie dronów do transportu pacjentów – mówi Paweł Wiktorzak. – Zarówno względy prawne, jak i medyczne stawiają tu wyraźne przeszkody – dodaje.

Ewakuacja dronem latającym nie wydaje się również najbardziej rozsądnym rozwiązaniem z powodu masowego zwalczania tych maszyn przez obie strony. – Patrząc na charakter działań wojennych w Ukrainie, trudno jednoznacznie stwierdzić, czy byłoby to rozwiązanie trwałe i rzeczywiście efektywne – zastanawia się prof. Gałązkowski. Mimo że drony używane do udzielania pomocy posiadają specjalne oznaczenia, istnieje spore ryzyko nadużyć w tym zakresie. – Druga strona może nadużywać tych oznaczeń, wykorzystując je do ataku. Dron wyglądający na ratunkowy może w rzeczywistości przewozić ładunek bojowy. To czyni sytuację szczególnie niebezpieczną, zwłaszcza że nie istnieją dziś w pełni skuteczne i niezawodne systemy antydronowe – dodaje były prezes LPR.

Reklama Reklama Reklama

Dlatego eksperci największy potencjał zastosowania bezzałgowych maszyn nadal widzą w dostarczaniu środków medycznych na pole walki.  – Użycie dronów i pojazdów autonomicznych do dostarczania lekarstw i środków medycznych bez narażania personelu powinno stać się przyszłością systemu wsparcia medycznego – podkreśla gen. Grzegorz Gielerak, dyrektor Wojskowego Instytutu Medycznego – PIB. 

Rój dronów to przyszłość selekcji w ciężkich warunkach

Szybko zmieniające się realia współczesnych konfliktów, a w szczególności wojna w Ukrainie, zmuszają do rozwijania coraz bardziej zaawansowanych technologii dronowych. W Wojskowym Instytucie Medycznym zakończono właśnie projekt MILGEOMED, którego celem było stworzenie roju dronów wykonujących automatyczną selekcję. Wyposażone w biosensory i radar szumowy urządzenia potrafią zdalnie mierzyć puls, oddech i inne parametry życiowe. – Dane te wspierają decyzje o priorytetach medycznych, ułatwiając segregację rannych jeszcze przed dotarciem ratowników na miejsce zdarzenia – wyjaśnia Paweł Wiktorzak. 

To rozwiązanie nie tylko przyspiesza ocenę sytuacji, ale również chroni życie zespołów ratowniczych, zmniejszając konieczność wchodzenia w najbardziej ryzykowne rejony. Stosowanie biosensorów w medycynie wojennej nie jest jednak nowością, ale zamontowanie ich na dronach i wykorzystanie roju dronów do selekcji już tak. – Mamy różnego rodzaju sensory, urządzenia, za pomocą których zbieramy informacje, sygnały biologiczne, które określają stan funkcji życiowych danej osoby i transmitowane są do centrów medycznych, aby tam zdefiniować, jakiej pomocy ranny potrzebuje – wskazuje gen. Gielerak.

Nadchodzi era robotów lądowych w medycynie pola walki?

Kiedy drony latające osiągają granice swoich możliwości, ich naturalnym dopełnieniem stają się roboty lądowe. Nie są one nowością, ale dopiero współczesny rozwój technologii – zwłaszcza sztucznej inteligencji i modularnych konstrukcji –  otwiera przed nimi zupełnie nowe zastosowania.

Jednym z producentów takich maszyn jest Shark Robotics – firma tworząca modułowe roboty operacyjne, używane m.in. przez strażaków do gaszenia pożarów. Ich odporność na ekstremalne warunki, kompaktowe rozmiary, wysoka moc i duża ładowność (do 800 kg) sprawiają, że mogą one stać się ważnym elementem wsparcia na polu bitwy. – Po ostatnim wyjeździe na Ukrainę myślimy, jak dostosować te maszyny do specyfiki pola walki. Uważamy, że podstawowe cechy, które już spełniamy w bazowej wersji robota, czyli bardzo wysoka odporność, mały rozmiar, ale duża moc, możliwość przejścia przez drzwi i wchodzenia po schodach, są bardzo przydatne w obronności. Słuchamy teraz potrzeb zgłaszanych przez żołnierzy – mówi Bruno Cruchant, Chief Public Affairs Officer w Shark Robotics.

Ochrona zdrowia Prof. Piotr Czauderna, doradca prezydenta: Potrzebujemy sieci bezpieczeństwa medycznego

Gdyby nie daj Boże doszło do wojny, to nie chciałbym, żebyśmy wtedy usiłowali improwizować i prób…

Reklama Reklama Reklama

Roboty tej firmy są odporne na zakłócenia łączności oraz mogą pracować w środowisku CBRN, czyli skażonym chemicznie, biologicznie, radiologicznie lub jądrowo. Ograniczeniem pozostaje natomiast zasięg działania, który zwykle nie przekracza 500 metrów – znacznie mniej niż w przypadku dronów latających, operujących na dystansach nawet do 20 km. – Nasz robot może już teraz przenosić rannego żołnierza. Problemem jest tylko kwestia odległości. Dotychczas większy nacisk kładliśmy na autonomię baterii, odporność na zakłócenia łączności oraz na wytrzymałość i moc robotów niż na daleki zasięg. Ale oczywiście, jeśli pojawi się taka potrzeba, będziemy nad tym pracować – wskazuje Cruchant. 

Drony i roboty mogą się wzajemnie dopełniać

Choć żadne z tych rozwiązań nie zastąpi personelu medycznego, zarówno drony, jak i roboty mogą znacząco wesprzeć ratowników. – Największą zaletą bezzałogowych platform jest to, że nie musimy narażać życia ludzkiego – podkreśla Paweł Wiktorzak.

W praktyce jednak wojna w Ukrainie pokazała, jak szybko dotychczasowe schematy przestają być aktualne. – Z informacji przekazywanych przez kolegów i koleżanki z Ukrainy wiemy, że na karetkach stosowane są systemy antydronowe i antyradarowe, jednak Rosjanie nieustannie je modyfikują, zmieniając m.in. częstotliwości i systemy łączności. Rozwiązanie, które jeszcze dwa tygodnie wcześniej skutecznie ostrzegało przed nadlatującym dronem, po krótkim czasie przestaje być bezpieczne. Ta ogromna dynamika działań stanowi poważne utrudnienie – zaznacza prof. Gałązkowski.

W takich warunkach przyszłość medycyny pola walki nie polega na prostym wyborze między dronami a robotami, lecz na synergicznym połączeniu ich możliwości. Statki powietrzne nadal będą odgrywać kluczową rolę w dostarczaniu zaopatrzenia medycznego, jednak ich podatność na wykrycie i zakłócanie rodzi poważne pytania o bezpieczeństwo, zwłaszcza w kontekście ewakuacji rannych. Dlatego też coraz większe znaczenie będą zyskiwać bezzałogowe pojazdy lądowe – trudniejsze do wykrycia i bardziej odporne na zakłócenia.

Wszyscy ludzie prezydenta Gen. Dariusz Łukowski: Najlepszy moment, aby wdrożyć reformę dowodzenia, właśnie mija

Im bardziej się zbliża zagrożenie ze strony Rosji, tym trudniej będzie przeprowadzić reformę dowo…

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *