Opóźnienia w dostępie do diagnostyki oraz wydłużające się terminy oczekiwania do lekarzy specjalistów wynikają nie z braku środków finansowych, lecz z dezorganizacji panującej w polskim systemie ochrony zdrowia — uważa Anna Gołębicka, analityczka z Centrum im. Adama Smitha. W jej opinii decyzje dotyczące funkcjonowania systemu są podejmowane bez analizy danych demograficznych i faktycznych potrzeb zdrowotnych społeczeństwa.

Trudności z uzyskaniem dostępu do podstawowych badań, nawet posiadając ważne skierowanie od lekarza działającego w placówce z umową z NFZ, nie są incydentalne. Jak podkreśliła Gołębicka, tego typu sytuacje świadczą o poważnych nieprawidłowościach w systemie opieki zdrowotnej.
Dalsza część artykułu pod materiałem wideo:
Dramatyczna sytuacja NFZ. Ekonomista: politycy starają się to ignorować
Ekspertka zwraca uwagę na rozdrobnione funkcjonowanie systemu, który jest podzielony na podstawową opiekę zdrowotną (POZ), specjalistyczną opiekę ambulatoryjną (AOS) i sektor szpitalny. Mimo że wszystkie te części mają wspólnego płatnika, funkcjonują jak niezależne byty.
Lekarze POZ często są zmuszeni kierować pacjentów na badania do tej samej jednostki, w której wystawiono skierowanie. W przeciwnym razie pacjent jest zmuszony do zmiany lekarza i rozpoczęcia procedury od początku. W AOS problem potęgują zawiłe reguły rozliczeń z NFZ.
Model finansowy systemu opieki zdrowotnej wymaga reformy
Według Gołębickiej, sednem problemu jest model finansowania POZ, bazujący głównie na stawce per capita.
— Placówki muszą pokrywać koszty konsultacji, diagnostyki i obsługi pacjentów z jednej puli, co z ekonomicznego punktu widzenia prowadzi do redukcji ilości świadczeń — tłumaczy ekspertka. W rezultacie pacjenci często są odsyłani do specjalistów, co umożliwia POZ przeniesienie obciążeń finansowych na inne segmenty systemu.
Ten mechanizm, zwany „leczeniem przez skierowanie”, skutkuje wielokrotnym finansowaniem tych samych konsultacji i badań przez NFZ.
— Powielanie diagnostyki wynika nie tylko z braku wiary w dokumentację, ale także z niedziałających systemów informatycznych — akcentuje Gołębicka. Pomimo że badania są wykonywane w formie cyfrowej, brak połączenia między systemami powoduje, że lekarze preferują zlecanie ich od nowa.
Konsekwencje tego bałaganu są dotkliwe. Obejmują nie tylko nakłady na powtarzające się wizyty i diagnostykę, lecz również straty wynikające z nieobecności pacjentów w pracy czy konieczności angażowania ich rodzin.
— Nie jesteśmy w stanie nawet wycenić tych strat — dodaje ekspertka.
Brak stabilności finansowej placówek medycznych. System opieki zdrowotnej potrzebuje zmian
Kolejnym zagadnieniem jest brak stabilności finansowej placówek medycznych. Przeterminowane płatności zmuszają szpitale i przychodnie do zaciągania kosztownych kredytów obrotowych na pokrycie bieżących kosztów, takich jak medykamenty czy artykuły medyczne. W szczególnie ciężkiej sytuacji znajdują się szpitale powiatowe, które często nie otrzymują należności za procedury wykonane ponad limit.
Według Gołębickiej, dezorganizacja systemu powoduje również marnowanie potencjału lekarzy, którzy znaczną część czasu poświęcają na czynności administracyjne.
— Gdyby lekarze mogli poświęcić się wyłącznie leczeniu, w niektórych placówkach składy mogłyby być nawet o połowę mniejsze — zauważa.
Ekspertka zwróciła również uwagę na problemy z wyceną świadczeń medycznych. Różnice w taryfach oraz znaczenie kodowania świadczeń dla kondycji finansowej placówek doprowadziły do powstania nowej profesji — kodera medycznego. Jednocześnie modyfikacje wycen nie nadążają za rosnącymi kosztami energii, pensji i inflacją, co zmusza placówki do ograniczania liczby świadczeń i wydłużania kolejek.
W ekstremalnych sytuacjach pacjenci muszą oczekiwać na wizyty u specjalistów nawet do 2027 roku. — Decyzje w systemie opieki zdrowotnej są podejmowane wycinkowo, bez kompleksowego spojrzenia na demografię, epidemiologię i rzeczywiste potrzeby zdrowotne — konkluduje Gołębicka. Jej zdaniem dokładanie środków finansowych bez modyfikacji modelu funkcjonowania jedynie utrwala istniejące problemy.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
