Nowe informacje wskazują, że Polacy, którzy wiele lat temu wyemigrowali zarobkowo, coraz częściej skłaniają się ku powrotowi do ojczyzny. W minionym roku potwierdziły to Wielka Brytania i Niemcy, dwa czołowe destynacje dla polskich emigrantów w tym wieku. Niedawno ukazała się publikacja, która włącza do tego kręgu trzeci, równie popularny wśród naszych obywateli, kraj. Wygląda na to, że to nie kres, kolejny jest już w perspektywie.
Instytucje statystyczne w Wielkiej Brytanii i Niemczech już w 2025 roku zakomunikowały, że bilans migracji z Polską pierwszy raz w historii współczesnej jest dla tych państw ujemny. Pisaliśmy o tym w Business Insider Polska. To w skrócie oznacza, że więcej naszych ludzi z tych krajów wróciło, niż się do nich udało.
Aktualnie okazuje się, że dołącza do tego zestawienia także następny kraj, który po wstąpieniu Polski do Unii był relatywnie częstym wyborem emigracyjnym.
Chodzi o Niderlandy, co podkreśliły w swojej najnowszej analizie dla ministerstwa pracy badaczki z Ośrodka Badań nad Migracjami Uniwersytetu Warszawskiego — dr Dominika Pszczółkowska i dr Sara Bojarczuk.
Jeśli należysz do grona powracających emigrantów i chcesz podzielić się swoją historią, skontaktuj się z autorem tekstu i napisz na [email protected]
W Business Insider Polska przeanalizowaliśmy dane, by sprawdzić, czy praca w Holandii nadal jest opłacalna finansowo. Wychodzi na to, że w powrotach do kraju nie chodzi tylko o kwestie finansowe.
Holenderska emigracja wraca do Polski
Jak wspomina wicedyrektor departamentu strategii w Ministerstwie Finansów Andrzej Kubisiak, Holandia była na początku tego wieku jednym z trzech najczęściej obieranych kierunków wyjazdów Polaków za pracą. Naturalnie po Niemczech i szeroko pojętych Wyspach Brytyjskich (głównie Wielkiej Brytanii i Irlandii).
x.com
W najnowszym sprawozdaniu, które wspomniane wyżej dr Dominika Pszczółkowska i dr Sara Bojarczuk przygotowały na zlecenie Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej, doskonale widać, co o powrotach z emigracji mówią konkretne dane.
„Holenderski urząd statystyczny zawiadomił po trzech kwartałach 2025 r., że pierwszy raz bilans migracji z Polską jest dla Holandii ujemny. Wyraźnie skurczyło się ono już w 2024 r.” — czytamy w opracowaniu zatytułowanym „Powroty Polek i Polaków z migracji po 2015 r. — szanse i wyzwania”.

Badaczki zaznaczają jednocześnie, że analogiczne zjawisko tyczy się także Bułgarii czy Rumunii oraz częściowo krajów Europy Zachodniej (choć tam bilans z punktu widzenia Holandii wciąż jest dodatni, co widać na powyższym wykresie), co sugeruje, że „przyczyną są zmiany w krajach pochodzenia, a nie np. na holenderskim rynku pracy”.
Innymi słowy: w opinii autorek Polacy wracają do ojczyzny nie z powodu negatywnych zjawisk w Holandii, lecz dlatego, że w Polsce dzieje się coś pozytywnego. Przynajmniej teoretycznie.
Polska dogania Holandię, ale jeszcze długo jej nie prześcignie
Zdecydowaliśmy się przyjrzeć, jak w ciągu ostatnich kilkunastu lat zmieniła się sytuacja ekonomiczna w Polsce i Holandii. Nie można zaprzeczyć, że oba państwa wystartowały z zupełnie odmiennych poziomów.
Holendrzy od dawna należą do najbogatszych społeczeństw w Unii Europejskiej. Z kolei Polska dołączyła do tego grona dopiero w 2004 roku i wówczas była dla zachodnich państw jedynie biednym krewnym.
Od tego czasu nasz kraj jednak rozwijał się o wiele szybciej niż przedstawiciele „starej Unii”. Zarówno pod względem wzrostu PKB, jak i innych wskaźników ukazujących m.in. poziom życia obywateli.
W 2010 r. przeciętne wynagrodzenie w Polsce wynosiło równowartość około 1 tys. dol. W tym samym czasie w Holandii zarabiało się średnio pięciokrotnie więcej (warto pamiętać, że było to tuż po kryzysie finansowym, kiedy kurs dolara oscylował wokół 3 zł).
Dane Eurostatu wskazują, że w 2024 r. różnica nadal jest zauważalna, ale już nie tak ogromna jak 15 lat temu. Obecnie w Holandii zarabia się około dwa razy więcej niż w Polsce. Średnia pensja to ok. 3,8 tys. euro, czyli równowartość 15 tys. zł. Znaczną część dystansu udało się zatem zredukować.
Z kolei w kwestii bezrobocia role się odwróciły. Polska w 2010 roku odnotowywała około 9-10 proc. stopę bezrobocia według Eurostatu. Holandia mogła się wówczas poszczycić wskaźnikiem na poziomie 4-5 proc.
Dziś to nasz kraj jest w europejskiej czołówce z bezrobociem na poziomie 3,2 proc. według Eurostatu. W Holandii wciąż wynosi ono około 4 proc.
Kolejne państwa już czekają w kolejce
Niemcy, Wielka Brytania, a teraz Holandia. Okazuje się, że wcale nie musi to być koniec. Dane z 2024 r., choć jeszcze nie decydujące, ukazują wyraźną zmianę tendencji. Zwracają na to uwagę dr Pszczółkowska i dr Bojarczuk.
„Dane statystyczne z Islandii wskazują, że saldo przyjazdów i wyjazdów osób z Polski jest coraz mniej korzystne dla tego państwa. O ile w szczytowym roku 2017 na wyspę przyjechało 3010 osób więcej, niż wyjechało do Polski, w latach po pandemii COVID-19 widać wyraźny trend spadkowy — saldo wyniosło 2025 osób w 2022 r., 1634 w 2023 r. i tylko 532 w 2024 r.” — zaznaczają.
Z kolei dla Norwegii saldo migracji z 2024 r. wynosiło plus 1604 osoby, czyli także mniej niż w poprzednich latach, przy czym — jak zauważają autorki — zmniejszyła się znacząco zarówno liczba przybywających, jak i opuszczających kraj.
Także publikacje GUS pokazują zmianę trendu. One są jednak o tyle problematyczne, że bazują one na danych dotyczących zameldowań oraz wymeldowań, a w przypadku emigracji niewiele osób pamięta o takich formalnościach. Mogą więc nie odzwierciedlać rzeczywistej skali zjawiska.
„Pewne ważne informacje może jednak dostarczyć porównanie liczby zameldowań po powrocie z zagranicy z kolejnych lat. Liczba ta rosła w latach 2017-19 i ponownie po pandemii COVID-19 w latach 2021-2024. Szczególnie widoczny, o ponad 15 proc., był wzrost między 2023 r. a 2024 r.” — czytamy w analizie.
To wszystko tworzy umiarkowanie optymistyczny scenariusz dla Polski. „Powyższe dane sugerują, że liczba powrotów do Polski rośnie, a bilans migracyjny Polski z krajami kontynentalnej Europy Zachodniej już się stał lub niebawem stanie się pozytywny dla Polski. Jeśli sytuacja ekonomiczna i geopolityczna pozostanie stabilna, można oczekiwać w najbliższych latach częstszych powrotów, a także mniejszej liczby wyjazdów” — twierdzą naukowczynie.
Jednocześnie ostrzegają, że na pewno tempo powrotów nie będzie nawet w połowie tak intensywne, jak tempo wyjazdów tuż po przystąpieniu Polski do Unii Europejskiej.
Kto wraca do ojczyzny?
W raporcie czytamy, że na powrót do kraju może wpływać wiele czynników. Rosnący standard życia w Polsce to jedno, ale istnieją też inne, o wiele trudniejsze do zdefiniowania motywacje.
„Dane z Holandii wskazują, że obok najliczniejszej grupy osób z Polski przybywających do pracy jest też niemal równie liczna grupa przyjeżdżająca ze względów rodzinnych. Może to oznaczać, że polscy migranci w Holandii, nieco krócej tam przebywający niż ci w UK lub Niemczech, są obecnie na etapie podejmowania bardziej długoterminowych decyzji — część wyjeżdża, inni sprowadzają rodziny” — zauważają autorki raportu.
Jak czytamy dalej, o ile czynniki ekonomiczne po obu stronach (w Polsce i kraju docelowym) pozostały bardzo ważne w kontekście decyzji o powrocie, o tyle „wzrosła waga czynników społecznych, w szczególności powiązanych z sytuacją rodzinną”.
Z drugiej strony, wielu Polaków wciąż odwleka decyzję o powrocie ze względu na złą kondycję polskiego systemu opieki zdrowotnej czy edukacji.
Nie należy także sądzić, że coraz liczniejsze powroty z emigracji nagle rozwiążą problemy demograficzne Polski.
„Mogą natomiast wpłynąć pozytywnie na rozwój. Polska powinna więc prowadzić selektywną politykę powrotową, zabiegając o powroty (lub przyjazdy, w przypadku osób urodzonych już za granicą) określonych grup zawodowych i wiekowych np. Polaków studiujących za granicą, osób pracujących w zawodach pożądanych w Polsce lub urodzonych za granicą” — podsumowują dr Pszczółkowska i dr Bojarczuk.
Dziękujemy, że przeczytałaś/eś nasz artykuł do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.
