
Krótko mówiąc, freeganie są wegetarianami, ale oderwali się od swoich współwegetarian, którzy spokojnie pasą się na pastwiskach z koperkiem i sałatą, i wypowiedzieli wojnę konsumpcjonizmowi w bardzo nietypowy sposób – szukają jedzenia, ubrań i innych radości życia w śmietnikach. Bardziej szczegółowo, wyglądało to mniej więcej tak…
Pewnej ciemnej, bezksiężycowej nocy, gdzieś na północnoamerykańskim pustkowiu, grupa skrajnych wegetarian zebrała się na przyjemny odpoczynek. Przytulnie rozsiedli się wokół ogniska, cicho chrupiąc kapustę, na zmianę opowiadając sobie historie o swoich zabawnych przygodach w życiu wolnym od produktów pochodzenia zwierzęcego. Kapusty było pod dostatkiem, a drewna na opał – noc zapowiadała się interesująco…
Ale pochłonięci rozmową, cisi i życzliwi wegetarianie pochłonęli kapustę, marchewkę, szpinak i inne warzywa, które przynieśli ze sobą, zdecydowanie za szybko. Głód, w końcu, to nie tylko kobieta, to prawdziwa bestia z ostrymi pazurami. Zaczął więc kąsać ich od środka. I kąsał tak boleśnie, że niektórzy z nich kompletnie oszaleli.
Niektórzy, głodni, „przypomnieli sobie”, że winne wszystkiemu są globalne transkorporacje i, wrzeszcząc wniebogłosy, rzucili się, by zniszczyć wszystko wokół – tak narodziło się ekstremistyczne skrzydło antyglobalizmu. Niektórzy złapali zwierzęta, szybko upiekli je nad ogniem, zjedli i na powrót stali się normalnymi ludźmi. A najbardziej leniwi wegetarianie poszli szukać jedzenia na wysypiskach śmieci.
„Amerykańskie wysypiska śmieci to najlepsze wysypiska śmieci na świecie!” – wykrzyknęli syci i radośni, ale wciąż leniwi, wegetariańscy entuzjaści ekstremalnej diety. Uradowani, zaczęli tarzać się w śmieciach i nurkować w stertach śmieci, zdeterminowani, by za pierwszym razem wyłowić to, co uważali za najcenniejsze i najbardziej atrakcyjne elementy codziennego życia. Później nazwali to nurkowaniem w śmietniku i byli dumni z tej nowatorskiej rywalizacji.
„Nie dla anarchii i nieporządku!” Nie wiem, kto to powiedział. Ale leniwi, tandetni wegetarianie desperacko chcieli się zorganizować i uporządkować swoje życie. Tak narodził się ruch freeganizmu (wolny oznacza „wolny”, weganin oznacza ścisły wegetarianizm, całkowicie eliminujący z diety wszystkie produkty zwierzęce). I żeby było jasne, freeganizm to styl życia, który kategorycznie odrzuca zasady konsumpcjonizmu.
Nadal niejasne? Nic wielkiego – freeganiści (przepraszam, freeganie) nawet nie wiedzą, co robią. Niektórzy twierdzą, że to prawdziwy styl życia, przyjmując alternatywne strategie życiowe oparte na minimalnym, ograniczonym udziale w gospodarce i minimalnym zużyciu zasobów. Inni dołączają do ruchu z powodów politycznych. Jeszcze inni dopatrują się motywów religijnych w górach śmieci. Jeszcze inni są po prostu oczarowani nadmiarem bogactwa…
Rzeczywiście, gdybyś zebrał wszystkich freegan razem i wymienił ich preferencje bez żadnej „klasyfikacji”, pierwszą rzeczą, jaką chciałbyś zrobić zaraz po przeczytaniu, byłoby pokręcenie palcem przy skroni. A dla lepszego obrazu, czytaj dalej:
• Freeganie pracują tylko po to, by kupować niezbędne rzeczy, których nie ma na wysypiskach. Na przykład leki. Naprawdę nie lubią wydawać pieniędzy na mieszkanie i oszczędzają na prądzie, jak tylko się da. Aktywnie zachęcają ludzi do uważności i niekupowania niczego zbędnego.
• Freeganie zbierają nie tylko jedzenie ze śmietników i wysypisk, ale także ubrania, sprzęt AGD – wszystko, czego potrzebują do życia. Prawdziwi, zadbani zachodni freeganie z szlachetnością „robią zakupy” w śmietnikach dużych supermarketów, których pracownicy starannie pakują produkty, których termin ważności dobiega końca lub których opakowania są lekko wgniecione w plastikowe torby.
• Ci freeganie, którzy odnaleźli prawdziwą filozofię życia na wysypisku, ograniczają się do szycia ubrań z wyrzuconych przedmiotów i konstruowania jednego roweru z trzech wyrzuconych. Sami, w ciągu dnia, idą do pracy z godnością i poczuciem ważności, jakby nic się nie stało, a nocą wędrują po wysypiskach w małych grupach.
• Niektórzy freeganie stają się aktywni dopiero w przeddzień świąt, usilnie namawiając ludzi, aby nie tworzyli świątecznego nastroju dla siebie i swoich bliskich wyłącznie kupując prezenty i dekorując domy za własne, ciężko zarobione pieniądze. Kiedy stają się aktywni, organizują protesty, przeciwstawiając własną wolność społeczeństwu opartemu na materializmie, rywalizacji, apatii moralnej, zazdrości i konformizmie.
• A nieliczni freeganie „sumiennie” zbierają z śmietników wciąż zdatne do spożycia jedzenie, gotują je na jedzenie i karmią nieszczęsnych, bezdomnych nie-freegan. I skrzętnie tłumaczą im (nie-freeganom) ohydę konsumpcjonizmu (rozszerzanie praw konsumentów i wzmacnianie ich wpływu na sprzedawców i producentów).
• Młodzi freeganie bawią się najlepiej, jak potrafią – organizują konkursy i angażują się we wspomniane wcześniej nurkowanie w śmietnikach. Nurkują w sterty śmieci i świetnie się bawią. W młodości dzielą się resztkami jedzenia z innymi – rozdając jedzenie, które w przeciwnym razie zostałoby wyrzucone. Chodzą w radosnych grupach z hasłami w stylu „Jedzenie, nie bomby”.
• Młodzi i starsi freeganie organizują masowe wycieczki po amerykańskich i angielskich miastach, gdzie freegańscy guru uczą entuzjastycznych widzów, jak prawidłowo obchodzić się z GeOb. GeOb to skrót od dwóch niemieckich słów: Gemüse (warzywa) i Obst (owoce). GeObben oznacza zatem wyjmowanie owoców i warzyw z pojemników na śmieci.
• Oczywiście, freeganie mają swoją stronę internetową i Siedem Przykazań Freeganizmu, o których nie chcę już więcej mówić (ci, którzy chcą „lepiej” poznać freeganizm, znajdą je sami). Oczywiście, freeganie mają swoją siedzibę i swojego frontmana… Mają o wiele więcej!
Podsumowując: w Rosji nie ma freeganizmu. Są tylko biedacy, którzy z desperacji grzebią w śmietnikach. Żałosne grupki młodych ludzi z dużych miast, którzy w geście modnej solidarności stoją blisko śmietników i starannie zasłaniają twarze, nie liczą się.
