W piątek nastąpiło niespotykane załamanie na parkietach kruszców. W poniedziałek do południa deprecjacje były kontynuowane, aby następnie przeistoczyć się w ostrożne odbicie. Podobnej gwałtownej korekty nie pamiętają nawet najbardziej doświadczeni weterani segmentu metali szlachetnych.

Jeśli komuś brakowało takiego widoku, to właśnie tak prezentuje się odwrót na skrajnie „rozgrzanym” i „zatłoczonym” rynku. Piątkowe tąpnięcie na rynkach metali szlachetnych stanowiło cenową manifestację tego, co się dzieje, gdy rzesza inwestorów z dźwignią finansową raptownie rzuca się do ciasnego wyjścia i próbuje spieniężyć parzący w dłonie walor. Często była to także sprzedaż narzucona wyczerpaniem depozytu zabezpieczającego i zrealizowana samoczynnie przez brokera.
Przeczytaj także
Korekta na rynku kruszców. Ostre spadki cen złota i srebra
Pomimo to skala piątkowych spadków i tak wywiera spore wrażenie.Wyceny kontraktów na srebro tąpnęły o 28%, a złota o niemal 11%. W obu sytuacjach były to najgłębsze jednodniowe spadki w historii. Co więcej, w poniedziałkowy ranek przecena kruszców była kontynuowana. Przed południem wyceny złota spadły nawet do 4 434 USD/oz., co w tamtym momencie równało się spadkowi o 6,6%. Ale do godziny 12:30 kurs królewskiego metalu wzrósł do 4 782,24 USD/oz.


Nie zmienia to faktu, że poprzez wcześniejsze kilkadziesiątgodzin obrotu złoto traciło na wartości nawet szybciej niż podczas pamiętnego krachu z kwietnia 2013 roku. Wówczas pierwszego dnia kurs złota zniżkował o 5,1%, a drugiego o 8,6%. Także w lutym 1983 roku zarejestrowano dwie następujące po sobie sesję ze spadkiem o przeszło 5% każda. Zaś teraz mieliśmy ponad -10% w przeciągu jednego dnia.
Możliwe, że czeka nas korekta na złocie przez wielkie "K"
Mamy rok 2026. Gdyby ktoś dekadę temu powiedział, że uncja złota będzie kosztować ponad 4650 dolarów, zostałby uznany za szaleńca. Dziś to rynkowa rzeczywistość. Miniony rok nie był po prostu udany dla metali szlachetnych – był absolutną anomalią. W tle tych wzrostów nie ma jednak tylko chciwości inwestorów, lecz fundamentalna przebudowa światowego porządku finansowego. Jaki był ubiegły i jaki będzie nowy rok? O tym wszystkim w najnowszym odcinku "GPW".
czytaj dalej »
I chociaż srebro runęło w dół o niewiarygodne 28%, to w przypadku białego metalu spadki o zbliżonej intensywności w przeszłości miały miejsce niejednokrotnie. W sierpniu ’20 mieliśmy sesję ze spadkiem kursu srebra o blisko 15%. 16 marca tego samego roku odnotowano -12,8%. Po osiągnięciu wieloletniego szczytu pod koniec kwietnia 2011, kurs srebra zaliczył tąpnięcie o -11,9%. A pięć miesięcy później dołożył do tego -13,9%. 10 października 2008 podczas apogeum Wielkiego Kryzysu Finansowego notowania białego metalu poszybowały w dół o 18,5%. No i mieliśmy jeszcze -20% z ostatniego dnia lutego 1983 roku, co aż do zeszłego piątku było największym dziennym spadkiem notowań srebra.


Co mocno rośnie, potem może ostro spaść
Przy tym byłoby nader nierozważne rozpatrywanie piątkowychwydarzeń na rynkach metali szlachetnych bez odniesienia do tego, co rozgrywało się na nich poprzez wcześniejsze dni, tygodnie i miesiące. Mniej więcej od początku września 2025 roku notowania metali szlachetnych piły się po wznoszącej paraboli, rejestrując pokaźne stopy zwrotu. Jeszcze w czwartek tegoroczny rezultat srebra sięgał +70%, a złota +30%. A to wszystko działo się po tym, jak w 2025 roku królewski metal zyskał 65%, a jego „uboższy kuzyn” dał zarobić aż 142%.
Przeczytaj także
Złoto poleciało na 5 600 USD/oz. Uncja „królewskiego metalu” kosztuje ponad 20 000 zł
I choć przecena metali szlachetnych była imponująca nagła, to przecież notowania srebra są aktualnie (83,39 USD/oz.) na tym zbliżonym poziomie co początku stycznia! To samo tyczy się złota. Zatem wymazane zostały jedynie styczniowe – najbardziej spektakularne – zwyżki. Przecież jeszcze w grudniu złoto po 5 000 USD/oz. jawiło się jako bardzo odważna prognoza, a srebro po 100 USD/oz. szczytem możliwości. A tymczasem ceny białego metalu doszły do 121,76 USD/oz., zanim runęły w dół.
Zobacz także
Postaw pierwsze kroki ku bezpiecznym inwestycjom — przeczytaj nasz poradnik o Obligacjach Skarbowych!
W tym momencie niezbyt widzę sens w poszukiwaniu jakichkolwiek przyczyn czy nawet pretekstów dla tak głębokiej korekty. Po prostu, rynek był niebywale wręcz przegrzany i wystarczyła drobnostka, aby spekulacyjnie zorientowani inwestorzy zaczęli realizować znaczne zyski. A gdy już ruszyła lawina likwidowania długich pozycji, to nie dało się jej szybko powstrzymać. Musiała się stoczyć aż do doliny.
Hossa, euforia, korekta i co dalej?
Zazwyczaj korekty po tak mocnych zwyżkach nie kończą się po jednym dniu. Nawet jeśli w niedalekiej przyszłości pojawi się odbicie (i to być może nawet dynamiczne), to doświadczenie radzi poczekać na jeszcze jedną falę spadków. Potem rynki metali szlachetnych mogą wejść w dłuższą – trwającą nawet miesiące czy kwartały – fazę marazmu i nużącego trendu bocznego, być może nawet delikatnie nachylonego w dół.
Po tak widowiskowej wspinaczcei rekordowej korekcie rynek potrzebuje ostudzić emocje. Krótkoterminowi i grający z lewarem spekulanci albo są w trakcie opuszczania rynku, albo zrobił to za nich broker, przymusowo zamykając stratną pozycję. Zyski mogła realizować także spora część inwestorów średnio – i długoterminowych, którzy gromadzili kruszce przez ostatnie miesiące albo wręcz lata. Obudzić się może za to popyt na złoto fizyczne zgłaszany przez drobnych inwestorów. Dokładnie na tej samej zasadzie, jak to miało miejsce wiosną 2013 roku, gdy niższe ceny skusiły przede wszystkim długoterminowych inwestorów detalicznych z Dalekiego Wschodu.
Warto przy tym mieć świadomość, że złoto i srebro to inwestycyjnie dwa odmienne światy. Ten pierwszy to swoista polisa ubezpieczeniowa na wypadek zapaści rynków kapitałowych, podczas gdy ten drugi to przede wszystkim „dziki” metal przemysłowy o mocno spekulacyjnym charakterze. Dlatego też odreagowanie na srebrze może być bardziej dynamiczne niż na złocie i nowe maksima w wykonaniu białego metalu mogą być jeszcze przed nami.
Z kolei w przypadku inwestorów dysponującym długim i bardzo długim (tj. liczonym w dekadach) horyzoncie inwestycyjnym warto zadać sobie pytanie, czy przez poprzednie kilka dni cokolwiek zmieniło się w kwestii tzw. fundamentów. Czyli czynników napędzających notowania złota przez poprzednie trzy lata. Czy pojawiła się szansa na zatrzymanie niekontrolowanego zadłużenia publicznego najsilniejszych państw świata? Czy najważniejsze banki centralne świata zaczną prowadzić bardziej rozważną politykę i nie dopuszczą do kolejnej fali inflacji? Czy kondycja dolara amerykańskiego rokuje szanse na jakąkolwiek poprawę w średnim i dłuższym terminie? Jeśli odpowiedzi na powyższe pytania nadal są negatywne, to długa pozycja w złocie prawdopodobnie nadal ma sens. Oczywiście nie za większą część kapitału! Ale tak za 10-20% to już prędzej.
Rzecz jasna nadal z tyłu głowy powinien nam świtać scenariusz z lat 2013-15. Wtedy bessa na rynku złota (przynajmniej w ujęciu dolarowym) trwała jeszcze dwa lata po ówczesnym krachu, wystawiając na próbę cierpliwość nawet największych goldbugów. Także teraz sekularna hossa w złocie na pewno nie będzie przebiegać w sposób liniowy. Po szaleństwach z ostatnich dwóch lat dłuższy odpoczynek byłby jak najbardziej wskazany.
