Polski apetyt na udział w Radzie Pokoju Trumpa, lecz z zastrzeżeniem.

Wstąpienie Polski do Rady Pokoju Donalda Trumpa w aktualnym kształcie jest niepożądane — tak orzekli ankietowani w badaniu zrealizowanym przez UCE Research na zamówienie Business Insider Polska. Polakom nie wadzi wcale obecność tam Rosji czy Białorusi. Problemem jest coś innego.

Karol Nawrocki i Donald Trump w Białym Domu we wrześniu 2025 r.
Karol Nawrocki i Donald Trump w Białym Domu we wrześniu 2025 r. | Foto: Pool/ABACA/Abaca/East News / East News
  • Rada Pokoju została utworzona przez Donalda Trumpa, a wśród jej członków znaleźli się delegaci z 20 krajów, pomijając Polskę
  • Zarówno rząd, jak i prezydent są zgodni co do tego, że dołączenie do Rady bez aprobaty parlamentu jest niemożliwe, a priorytetem są krajowe potrzeby finansowe
  • Premier zaznaczył, że Polska nie powinna alokować środków na Radę Pokoju, skupiając się na udoskonaleniu armii i innych zasadniczych sektorach
  • W badaniu opinii publicznej, przeprowadzonym na zlecenie Business Insider Polska przez UCE Research, Polacy wyrazili swoje zdanie na temat udziału Polski w Radzie Pokoju
  • Więcej informacji ze świata biznesu znajdziesz na portalu Businessinsider.com.pl

W minionym tygodniu Donald Trump zainicjował Radę Pokoju, której celem ma być utrzymanie bezpieczeństwa w Strefie Gazy, a w przyszłości, jak oznajmił prezydent USA, w pozostałych rejonach świata.

Podczas czwartkowej ceremonii deklarację sygnował nie tylko Trump, ale również przedstawiciele z 19 innych państw, w tym m.in. premier Węgier Viktor Orban i prezydent Argentyny Javier Milei, jak również reprezentanci Bahrajnu, Maroka, Armenii, Azerbejdżanu, Bułgarii, Indonezji, Jordanii, Kazachstanu, Kosowa, Pakistanu, Paragwaju, Kataru, Arabii Saudyjskiej, Turcji, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Uzbekistanu i Mongolii.

W gronie założycieli zabrakło wielu państw europejskich, ale także Rosji czy Białorusi, których zaproszenie wzbudziło liczne sprzeciwy m.in. w Polsce. Trump zaprosił do uczestnictwa w Radzie Pokoju również prezydenta Karola Nawrockiego.

Polacy mówią „nie”, chyba że…

Zdecydowaliśmy się zapytać Polaków o ich opinię na temat partycypacji Polski w takim zespole. Generalnie rzecz biorąc, społeczeństwo nie odrzuca tej idei.

37,3 proc. z nas opowiada się za dołączeniem Polski do Rady Pokoju, z czego aż 26,1 proc. odpowiedziało „zdecydowanie tak”, a kolejne 11,2 proc. „raczej tak”.

Odmiennego zdania jest 36,9 proc. ankietowanych (22,7 proc. „zdecydowanie” i 14,2 proc. „raczej”). Blisko 25 proc. z nas nie umie udzielić odpowiedzi na tak sformułowane pytanie.

Istnieje jednak pewne „ale”. Przytoczone odpowiedzi odnoszą się do pytania: „czy Pani/Pana zdaniem, Polska powinna posiadać swojego reprezentanta w Radzie Pokoju Donalda Trumpa, jeśli udział w niej byłby dla nas darmowy?”.

Sedno tkwi w ostatniej części pytania. Donald Trump ustalił bowiem, że przystąpienie do jego organizacji będzie wiązało się z kosztem 1 mld dol. I w tym momencie pojawiają się trudności.

Gdybyśmy mieli ponosić koszty za wstąpienie do Rady Pokoju, to aprobatę dla tego organu znacznie maleje. W takiej sytuacji wyniki prezentują się następująco:

  • zdecydowanie tak — 10,7 proc.
  • raczej tak — 5,9 proc.
  • zdecydowanie nie — 33,7 proc.
  • raczej nie — 21,9 proc.
  • nie wiem/trudno powiedzieć — 27,8 proc.

Gdyby nie istniała konieczność uiszczania opłat, to rezultat wynosi 37,3 do 36,9 proc. na korzyść entuzjastów Rady Pokoju. Z kolei w przypadku opłat sytuacja zmienia się na 16,6 do 55,6 proc.

Dysproporcja jest ogromna i sugeruje, że Polakom nie przeszkadza ewentualna obecność Rosji czy Białorusi, lecz przymus zapłaty 1 mld dol., czyli równowartości 3,6 mld zł.

Badanie zrealizowano w dniach 23-26.01.2026 metodą CAWI (Computer Assisted Web Interview) przez UCE RESEARCH dla Business Insider Polska na grupie 1017 Polaków w przedziale wiekowym 18-80 lat.

Władza prezentuje spójne stanowisko

Polska póki co nie przystąpiła do Rady Pokoju Donalda Trumpa. Jednakże ta kwestia doprowadziła do niespodziewanego zbliżenia stanowisk prezydenta i rządu w Polsce, pomimo początkowych napięć.

Karol Nawrocki otrzymał osobiste zaproszenie od Donalda Trumpa do wzięcia udziału w Radzie. Ocenił tę propozycję jako prestiżową dla Polski, podkreślając jednocześnie, że przynależność do takiego grona wymaga specjalnej procedury konstytucyjnej.

Wbrew początkowemu zapałowi prezydent ostatecznie zaakceptował więc strategię rządu, deklarując, że Polska na razie nie ratyfikuje deklaracji założycielskiej bez zgody parlamentu.

Donald Tusk i cały gabinet ministerialny od początku podchodzili do tej inicjatywy z rezerwą, akcentując bezpieczeństwo finansowe i solidarność z UE. Tusk podkreślił, że Polska „nie da się wykorzystać” i nie zamierza przeznaczać miliarda dolarów na opłatę członkowską, ponieważ w budżecie istnieją istotniejsze wydatki, takie jak modernizacja wojska.

Równocześnie premier wyraził uznanie prezydentowi Nawrockiemu za to, że podczas rozmów w Davos zrealizował sugestie rządowe i powstrzymał się od pospiesznych deklaracji o dołączeniu do Rady.

Minister finansów Andrzej Domański początkowo nie chciał zająć klarownego stanowiska w kwestii Rady Pokoju. — Nie twierdzę, że tak, nie twierdzę, że nie — zasygnalizował jedynie.

Po kilku dniach zaakcentował jednak, że w budżecie nie przewidziano środków na akcesję Polski do tej organizacji.

Dziękujemy za przeczytanie naszego artykułu do końca. Bądź na bieżąco! Obserwuj nas w Google.

No votes yet.
Please wait...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *